niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 65 cz.4!

Wyszłam ze szpitala, poczułam lekki powiew wiatru, który dał mi straszną siłę. Tak! Wiem, że to dziwne. Wsiadłam do samochodu, włączyłam muzykę i ruszyłam w drogę. To najlepszy czas na przemyślenia! Nagle wszystkie myśli złączyły się w jedną całość. Właśnie wtedy dopiero zrozumiałam, że moje życie to jeden wielki, kompletny bałagan. Nie mogę powiedzieć, że je zepsułam, ale nie mogę też powiedzieć, że jest takie jakie chciałabym by było. To bardzo skomplikowane. A wiesz co jest najgorsze? Najgorsze jest to, że po śmierci Arianny tak naprawdę nie mam nikogo do kogo mogłabym się teraz skierować. Ehh ... potrzebuję takiej osoby. Cholernie potrzebuję.
Jadąc zauważyłam dziewczynę mniej więcej w moim wieku idącą w tym samym kierunku w którym jechałam. Właściwie szkoda mi się jej zrobiło, więc zatrzymałam się.
- Ymm ... hej. - uśmiechnęłam się. - Gdzie idziesz? Może Cię podwieźć? - zapytałam.
- Ohh, jasne. Dziękuję. - odwzajemniła mi uśmiech wsiadając do samochodu.
Nastała potworna, krępująca cisza. Chciałam ją jak najszybciej przerwać.
- Jak się nazywasz? - zadałam pytanie po raz drugi.
- Natalie, a ty? - uśmiechnęła się.
- Jestem Jasmine, miło mi. - podałam jej rękę, kątem oka spoglądając na drogę. - Właściwie gdzie się wybierasz?
- Pracuję w szpitalu na oddziale dziecięcym. Właściwie to tam pomagam. Nie miałam na dzisiaj transportu, ale mimo to chciałam tam być, więc postanowiłam ruszyć na pieszo.
- Ojejku, to wspaniałe z Twojej strony. - uśmiechnęłam się.
- A ty co robisz sama? Gdzie masz chłopaka? - zaśmiała się cicho.
- Gdyby jeszcze był. - odparłam.
- Taka piękna dziewczyna nie ma chłopaka? - zdziwiła się. - Niemożliwe.
- Długa historia. - odrzekłam.
- To może umówimy się kiedyś? Masz mój numer. - podała mi kartkę z numerem.
Jechałyśmy jeszcze jakieś 15 minut po czym odstawiłam ją i pojechałam w swoją stronę.

Wreszcie po kilku dziesięciu minutach drogi byłam pod hotelem. Idąc przez korytarz zastanawiałam się co powiedzieć Justinowi. Przecież nie wpadnę mu teraz w ramiona. Musi zrozumieć, że nie jestem zabawką, że potrafię bez niego wytrzymać! A może nie ... może nie potrafię?
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Justina bez koszulki. Jakoś od razu przyspieszyło mi serce i zrobiło się gorąco. To musiało dziwnie wyglądać ...
- Hej. Jak było? - zapytał zakładając koszulkę.
- Właściwie to dobrze. Wyjaśniłam sobie tą całą sprawę z rodzicami i jest lepiej. Muszę się z tym pogodzić. Nie jestem już dzieckiem! - udałam wielce dorosłą na co on zareagował śmiechem.
- Chodź tutaj. - uśmiechnął się. - Przytul mnie! - rozłożył ręce.
Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego tors. Uczucie jakie wtedy mi towarzyszyło było magiczne, nie do opisania.
- Nie mogę... przepraszam. - wyrwałam się z jego objęcia, wzięłam swoje opadające na twarz brązowe włosy za ucho i usiadłam na kanapie.
- Czego nie możesz? - zapytał przysiadając się do mnie bliżej.
- Nie mogę ... - westchnęłam. - Nie mogę być z tobą blisko. Chcę o Tobie zapomnieć, a to w niczym nie pomaga, wręcz przeciwnie! Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała Ciebie teraz pocałować, przytulić, ale nie mogę! - opuściłam głowę.
- Boisz się tego uczucia? - złapał mój podbródek.
- ... - nie odpowiedziałam.
Nagle pocałował mnie. Trudno mi opisać ten pocałunek. Był tak strasznie niewinny i delikatny, a zarazem pełny namiętności.
- Bo ja nie. - oderwał się swoje usta od moich i spojrzał mi w oczy. - Jeżeli ktoś kiedykolwiek był w Twoim sercu to nie pozbędziesz się go choćbyś nie wiem jak chciała, zrozum to. - uśmiechnął się niewinnie.
- A skąd wiesz, że kiedykolwiek w nim byłeś? - zapytałam z szyderczym uśmiechem.
- Zgaduję. - uśmiechnął się. - Czyżbym miał rację? - zapytał.
- Nie. Nigdy Cię nie kochałam. Tylko udawałam. Wiesz, w końcu jesteś Justinem Bieberem. Chciałam żeby cały świat był zazdrosny o to, że z tobą jestem. - powiedziałam, a w moim głosie czuć było ironię.
Justin rzucił się na mnie i zaczął mnie gilgotać. Dobrze wiedział, że mam potworne łaskotki i wykorzystał to.
- Justin!!!!!!! - krzyczałam. - Puść proszę. - nie mogłam już złapać oddechu od tego wszystkiego.
- Powiedz, że mnie kochasz. - na chwilkę przestał gilgotać.
- Nienawidzę Cię. - uśmiechnęłam się szyderczo, a on znowu zaczął mnie gilgotać.
- Dobrze wiem, że mnie kochasz. Nie udawaj, skarbie. - musnąłem jej usta puszczając ją w tym samym momencie.

Udaję, tak cholernie udaję.
 
_____________________________________________________________________
 
Dzisiejszy post pisany przez Wiktorię! :) Założycielkę tych opowiadań. Przepraszam za nieobecność, zupełnie straciłam poczucie czasu. Niestety Zuzia ma niedługo sprawdzian szóstoklasisty i masę nauki, więc na ten czas ja zajmę się blogiem. Mam nadzieję, że się cieszycie!
 
Kocham Was mocno, pamiętajcie! <3
 

Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W

Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl

Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D

Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)


25 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ 

środa, 19 lutego 2014

Rozdział 64 cz.4!

Poczułam na swej twarzy promienie słońca, przedzierające się przez hotelowe zasłony. Ramiona Justina były ciasno zaciśnięte wokół mnie. Uśmiechnęłam się mimowolnie, lecz poczułam dreszcze na plecach gdy pomyślałam z czym muszę  się dzisiaj zmierzyć. Muszę porozmawiać dzisiaj z moją mamą i tatą. Dlaczego nie mówili mi że byłam adoptowana? Pewnie jakby powiedzieli mi wcześniej teraz byłby o jeden problem mniej. Zauważyłam, że Justin już się obudził.
-Dzień dobry- powiedział.
-Hej- uśmiechnęłam się.- Chciałabym iść dzisiaj porozmawiać z moimi rodzicami.
-Mam iść z tobą?- podniósł się do pozycji siedzącej.
-Raczej nie. Wolę iść sama- uśmiechnęłam się.- Wrócę za godzinę- powiedziałam i ruszyłam do łazienki by się przebrać. Umyłam zęby, uczesałam włosy i byłam gotowa by iść. Droga do szpitala trwałą bardzo krótko. Gdy znalazłam się przed głównym wejściem przestraszyłam. Nie wiedziałam co będę miała im powiedzieć. "Hej wczoraj byłam wkurzona, że mnie adoptowaliście, ale dzisiaj jest OK więc dalej udawajmy szczęśliwą rodzinę". Nie za dobrze to brzmi. Wzięłam głęboki oddech i popchnęłam duże drzwi. Poczułam zapach chemikaliów. Czy mówiłam już że nienawidzę szpitali? Skierowałam się do sali w której leży mój tata. Delikatnie zapukałam. Uchyliłam drzwi. Na krześle obok łóżka siedziała moja mama. Tej prawdziwej już nie było. W sumie trochę się ucieszyłam, że teraz jej nie ma. Chyba nie jestem jeszcze gotowa żeby się z nią spotkać.
-Hej- powiedziałam cicho.Ich spojrzenia skierowały się na mnie. W ich oczach mogłam dostrzec...ulgę? Tak to chyba to.
-Jasmine, martwiliśmy się o ciebie. Nic Ci nie jest?- zapytała mama głosem przepełnionym troską.
-Nie. Spędziłam noc w hotelu. Czy mogę się was o coś zapytać?
-Oczywiście- odpowiedzieli chórem.
-Jak znalazłam się u was? W domu.- zapytałam, a mama spojrzała na tatę, który przejął głos.
-Wiesz... To długa historia. Ja i mama nie mogliśmy mieć dzieci, a bardzo chcieliśmy mieć małego brzdąca. Szukaliśmy pomocy u wszystkich. Domy dziecka odmawiały nam mówiąc, że nie będziemy wstanie zająć się dzieckiem ze względu na to jakie mieliśmy wtedy fundusze. Wtedy spotkaliśmy Rose. Była w ciąży. Nie myśl że Cię nie kochała lub nie chciała ale musiała Cię oddać. Wydaliśmy  na ciebie wszystkie oszczędności naszego życia i tak się u nas znalazłaś. Nie powiedzieliśmy Ci tego wcześniej, ponieważ Rose nas o to prosiła.-westchnął.- Oczywiście my nadal Cię kochamy, ale stwierdziliśmy z mamą, że to ty wybierzesz z kim zostaniesz.
- Gdzie jest teraz Rose?- zapytałam.
-Nie wiemy. Powiedziała, że pójdzie do jakiegoś hotelu i wróci przed południem.
-Czy zadzwonicie do mnie jak przyjdzie?
-Oczywiście.- wstałam ucałowałam mamę i tatę i wyszłam z sali. Cieszyłam się, że wyjaśniłam już tę sprawę z rodzicami, teraz wystarczy jeszcze porozmawiać z Rose. Ale jeszcze został Justin. Boże,co takiego Ci zrobiłam, że nagle mam tyle problemów? Wiem że nie wybaczę mu od tak wszystkiego, ale też nie zostawię go. Kocham go, tak bardzo jak nienawidzę. To chore.

______________________________________________________
Heeej :) 
Jest nowy rozdział. Nie podoba mi się ale dodaję :) Nie jest idealny i mogą być błędy więc przepraszam. Mam nadzieję, że jeszcze mnie lubicie, ponieważ dawno mnie tu nie było a jak dodaję rozdział to jest słaby. Cóż powiedzieć...ZAWALIŁAM

Jak myślicie co będzie dalej działo się w życiu Jasmine?
  ~Z. 

sobota, 15 lutego 2014

Zwiastun 4 sezonu!!!

Cześć! :)

W ramach walentynkowego prezentu mam dla Was zwiastun 4 sezonu! ;) Mam nadzieję, że nadal zostaniecie ze mną i będziecie dalej się udzielać! Już niedługo pierwszy rozdział zapowiadający 4 część.
Trzymajcie się ciepło!
Kocham Was. <3 / W

czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 63 cz.3!

Byłam rozdarta. Z jednej strony go kochałam, a z drugiej po prostu nienawidziłam. Było jedno wyjście - musiałam zapomnieć. Nie było innego wyjścia! Za bardzo mnie skrzywdził. Jego słów typu 'suka' czy 'tania dziwka' nigdy nie zapomnę. Wtedy nie miał do mnie szacunku, więc dlaczego ja miałabym mieć do niego teraz? Właśnie czułam jak moje serce walczy z mózgiem. Katastrofa uczuć ... istna katastrofa uczuć. Wydaje mi się, że on chcę się zmienić, ale ja wiem jak będzie za kilka miesięcy i nie chcę po raz kolejny popełnić tego samego błędu. Ciągnęło mnie do niego, ale i odpychało ... dziwne uczucie i nie życzę nikomu, by to przeżył.
- Nie Justin ... - odepchnęłam go lekko.
- Coś zrobiłem źle? - zapytał wpatrując się we mnie.
- Nie, to nie tak. - spuściłam głowę. - Ja po prostu nie chcę znowu popełnić tego samego błędu.
- Jasmine ... - złapał moją twarz i pokierował w stronę swojej. - Zmieniłem się, chcę to naprawić.
- I myślisz, że to coś da? Coś zmieni? - nie dałam mu szansy, by odpowiedział i kontynuowałam. - Za miesiąc powróci "Bipolarny Justin" i znowu się zacznie.
- Obiecuję, że nie. Załatwiłem nam hotel, byś miała gdzie nocować. Wszystko opłaciłem. - zaczął wymieniać. - Proszę tylko o jedno, daj mi tydzień, jeden gówniany tydzień. Zobaczysz, że się zmieniłem. - poprosił.
- Ehh ... dobrze. - uśmiechnęłam się delikatnie. - Ale tylko jeden tydzień. Nie chcę się zawieść. - posmutniałam.
- Nie zawiedziesz. - przytulił mnie. - Teraz jedźmy, jak najdalej stąd.
Zgodziłam się i wykonałam jego polecenie. Może to coś da? Może jest jeszcze szansa na nasz związek. Jestem pełna nadziei, że tak, ale wiem jedno, ma tylko tydzień. Niech robi co chce, niech pokaże że to nie są tylko puste słowa.

**W samochodzie**

Justin wiedział czego chcę. Zajechaliśmy do MC, by kupić coś do jedzenia. Weszliśmy i zaczęliśmy wybierać sobie zestawy. Ja wcześniej wiedziałam co chcę, więc zaczęłam rozmowę z kasjerką.
- Ile razem? - zapytałam serdecznie.
- 15, 80 zł. - odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
- Już daje. - zaczęłam wyciągać pieniądze, jednak Justin mi w tym przeszkodził.
- Nie wygłupiaj się. - zaśmiał się tym samym pokazując swój idealny uśmiech. - Ja cię zaprosiłem, więc ja płacę.
- No dobrze, skoro chcesz. - zezwoliłam. W tym samym czasie Justin wyjął pieniądze.
- Jejku, masz wspaniałego chłopaka. - odezwała się kasjerka.
- My nie ... - spuściłam wzrok.
- Ohh, przepraszam, nie wiedziałam. - uśmiechnęła się kasjerka.

Justin zapłacił i po kilku minutach dostaliśmy swoje jedzenie. Wybrałam stolik i zdjęłam kurtkę.
- Pamiętasz? - zapytał Justin nie dając mi szansy, by odpowiedzieć. - Tutaj, przy tym samym stoliku odbyła się nasza pierwsza randka. - uśmiechnął się.
- Tak! - odwzajemniłam uśmiech. - Było cudownie. - zamyśliłam się.
- Jeden z najlepszych wieczorów mojego życia. - Justin wbił we mnie swój wzrok.
- Pamiętam jak moja mama się na mnie darła, że za późno wróciłam, haha. - zaczęłam się śmiać, ale po chwili posmutniałam, gdy przypomniały mi się wydarzenia z przed kilku godzin. Justin najwyraźniej to zauważył.
- Ejj, nie smuć się. - chłopak złapał mój podbródek, tym samym karząc mi na niego spojrzeć. - Nie lubię, gdy to robisz.
- Nie gadajmy o tym, proszę. - ponownie spuściłam wzrok.
- Dobrze. - uśmiechnął się delikatnie, nadal na mnie patrząc. - Chodźmy! Jest już późno.
Ubrałam się i wraz z Justinem ruszyłam w stronę samochodu. Zajęłam swoje miejsce i próbowałam się zrelaksować. Mimo wszystko to było okropnie trudne. W głośnikach leciało radio, jednak Justin jednym energicznym ruchem wyłączył je, a w głośnikach było słychać moją ulubioną piosenkę.
- Jasmine, przy tym się zrelaksujesz. - spojrzał się na mnie, tym samym wywołując uśmiech na mojej twarzy.
Było tak magicznie. Nie wierze, że wie o mnie nawet takie szczegóły. Jest naprawdę kochany!
Po krótkiej przejażdżce wysiadłam z ciepłego samochodu i poczułam chłodne powietrze, które wywołało momentalny dreszcz przeszywający mnie całą. Szybko weszłam po schodach i udałam się wraz z brunetem do pokoju.

Pokój prezentował się świetnie. Był taki jasny, dobrze oświetlony i przede wszystkim ciepły. Jedyne co mnie zdziwiło to brak drugiego łóżka. Chyba byłam zmuszona spać z Justinem ...
- Emm, Justin ... - zaczęłam niewinnie.
- Tak? - zamykając drzwi zadał to krótkie pytanie.
- Jest jedno łóżko, więc jak będziemy spali? - zadałam to kretyńskie pytanie.
- Huh, nie przemyślałem tego. Jeżeli chcesz mogę spać na podłodze. - zaproponował.
- Nie! - zaprzeczyłam. - Jeszcze się rozchorujesz. Skoro sytuacja do tego zmusza to chyba przeżyjemy te kilka nocy. - uśmiechnęłam się.
- Dobrze. Jak wolisz. - odwzajemnił gest.

Minęło już parę godzin, więc postanowiliśmy obejrzeć jakiś horror. Osobiście nie lubię tego typu filmów, ale ten jakoś mnie zafascynował.

Film okazał się okropnie straszny, naprawdę nie wierzyłam w niektóre sceny. Były takie realne! Nawet nie zauważyłam, gdy pod wpływem strachu wtuliłam się w Justina.
- Hej, boisz się? - zachichotał Justin.
- Ja? Pff, no co ty. - zaprzeczyłam, choć nie dało się ukryć, że jednak to co mówił było prawdą. Odkleiłam się od niego, a on znowu mnie do siebie przyciągnął.
- Nie powiedziałem, że to mi przeszkadza. - ścisnął mnie do siebie tak, że momentalnie zrobiło mi się ciepło.

Nareszcie film się skończył, więc postanowiłam wziąć szybki prysznic. Weszłam do kabiny i włączyłam zimną wodę. Czułam dreszcz przechodzący przez każdą partię mojego ciała. To mnie relaksowało i dawało takiej siły. Dopiero się zorientowałam, że nie miałam żadnej piżamy, więc owinęłam się ręcznikiem i poszłam do Justina.

**Oczami Justina**

Zobaczyłem Jasmine wychodzącą z łazienki. Była w samym ręczniku co okropnie mnie podniecało, jednak wiedziałem, że i tak do niczego nie dojdzie.
- Umm ... masz może jakąś większą bluzkę, żebym na siebie założyła? - zapytała. Jednak ja byłem tak zamyślony, że nie usłyszałem do końca.
- Słucham? - zapytałem, a Jasmine powtórzyła pytanie. - Ohh, jasne. - uśmiechnąłem się.
- Widać, że nie możesz się napatrzeć. - zaśmiała się,
- Ehh, no wiesz ... - skrępowałem się. - Jesteś taka piękna.
- Dziękuję. - podeszła do mnie i dała mi niewinnego buziaka w policzek.
Podałem jej bluzkę, a ona zniknęła za drzwiami łazienki. Najchętniej pocałowałbym ją, ale wiedziałem, że nie mogę. To ona musi zrobić pierwszy krok.

Minęło trochę czasu, gdy wyszła z łazienki. Okazało się, że bluzka niestety nie jest aż tak długa jak się wydawała.
- Niestety, ale nie miałem innej, ta była chyba najdłuższa. - zachichotałem.
- Hah, widzę, że Ci to za bardzo nie przeszkadza. - uśmiechnęła się.
Szatynka usiadła obok mnie i zbliżyła nasze twarze do siebie. Mimo, że odległość między nami była okropnie mała i ciągle się zmniejszała to jeszcze nie był pocałunek. Zdrętwiałem gdy zobaczyłem, że kładzie swoje ręce na mojej szyi. Strasznie mnie podnieciła.
- Ejj, na pewno tego chcesz? - zapytałem.
- Ymm, nie wiem. - spojrzała się na mnie. - A ty? - w odpowiedzi pocałowałem ją.
W tym pocałunku było tyle emocji. Złapałem ją za biodra i zacząłem całować po szyi. Ona była wspaniała. Nie chciałem jej skrzywdzić, a wręcz przeciwnie po prostu upewnić się czy nadal coś do mnie czuję. Zdjąłem koszulkę, a ona zrobiła dokładnie to samo. Została w samym staniku i majtkach. Było cudownie! Ona była cudowna! Mimo, że strasznie mnie podniecała nie chciałem tego w tej chwili. Chyba jeszcze za wcześnie.
- Jasmine ... chętnie, ale kiedy indziej. Chyba jeszcze za wcześnie. Za dużo się ostatnio wydarzyło. - wyszeptałem jej do ucha.
- Ohh, jasne. - posmutniała.
- Ejj, nie smuć się. Ja po prostu ... - spuściłem wzrok.
- Spokojnie, nie tłumacz się. Ja Cię rozumiem. - pocałowała mnie jeszcze raz delikatnie. - Brakowało mi po prostu tego. - wytłumaczyła.
- Uhh, mi też. - położyliśmy się, a ja oplotłem swoje ręce wokół jej talii.

Nareszcie było tak jak dawniej, mimo to wiem, że przede mną jeszcze długa droga by ostatecznie do mnie wróciła ...

______________________________________

Podoba się Wam nowy rozdział? :)

Chyba jeden z najdłuższych jakie pisałam. Chcecie takie częściej?
Jak myślicie, czy Jasmine nadal kocha Justina?

Niedługo pojawią się dwie nowe postacie. Szykujcie się. :)

Kim będą? Jak myślicie?

KOCHAM WAS BARDZO MOCNO! Nie zapominajcie o tym! <3

Wasza W ;*

Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W

Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl

Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D

Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)

20 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ
 
Niedługo zwiastun 4 sezonu!
Czego się spodziewacie?


środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 62 cz.3!

Postanowiłam, że podsłucham ich rozmowę. Zaintrygowała mnie ta cała sytuacja. O co chodziło? Tyle pytań miałam w głowie, jednak na wszystkie brak odpowiedzi. Tak bardzo chciałam utulić mojego tatę w tej chwili, jednak wiedziałam, że nie mogę, gdyż wtedy z mojego planu byłyby nici. Moja mam wraz z tą kobietą usiadły obok łóżka mojego taty. Widać było łzy w oczach tej tajemniczej osoby. Jakby za czymś mocno tęskniła, żałowała czegoś, a zarazem pragnęła naprawy. Tyle emocji było w jej tęczówkach ...
- Wiem, że kochacie Jasmine, ale ja również jej potrzebuję. Zrobiłam okropny błąd i chcę go naprawić. Zacząć na nowo! - łzy poleciały jej z oczu, a ja nadal nie wiedziałam o co chodzi.
- Rose, wiesz przecież jaka była umowa. Zapłaciliśmy Ci. - w tej chwili zamarłam.
- Wiem, ale byłam młoda, głupia. Teraz mam pieniądze i jestem w stanie zająć się Jasmine. - spojrzała na mojego tatę.
- Wychowywaliśmy Jasmine od samego początku. Teraz gdy dorosła, po tylu latach nagle się zjawiasz? - gniewnym głosem zapytał mój tata.
- Przepraszam, ale zrozumcie mnie. Musimy wyznać jej prawdę. Musi wiedzieć, że nie jest Waszym dzieckiem. Zrozumcie to. - Rose spuściła głowę.

Szczerze mówiąc nie spodziewałam się czegoś takiego. Teraz rozumiem skąd ta kobieta znała moje imię - była moją matką!

Od zawsze wydawało mi się, że moja rodzina jest normalna, a tym czasem Moi rodzice okłamywali mnie przez połowę mojego życia. Postanowiłam, że muszę z nimi porozmawiać, więc spontanicznym krokiem weszłam do sali.

- Jak mogliście! Jak długo chcieliście mnie tak jeszcze okłamywać. Jak? Pytam się. - zaczęłam płakać.
- Jasmine, skarbie. Przepraszamy, to było dla Twojego dobra. Nie chcieliśmy dla Ciebie źle. - zaskoczona, podeszła do mnie, a ja momentalnie ją odepchnęłam. - Chcieliśmy mieć dziecko, jednak ja nie byłam w stanie urodzić, dlatego wzięliśmy Cię od Rose.
- Jak mogłaś! Kupiłaś mnie ... - teraz nie panowałam nad płaczem i wybiegłam z pokoju.
- Jasmine! - krzyknął za mną mój tata, jednak ja nie miałam zamiaru się odwracać.

Biegłam z głową w dół. Nie patrzyłam na ludzi przechodzących obok. Teraz liczyłam się tylko ja. Musiałam sobie wszystko przemyśleć jeszcze raz i poukładać. Moje życie jest beznadziejne ... Biegnąc korytarzem wpadłam na jakąś osobę, czułam, że to był chłopak. Dosłownie się w niego wtuliłam. Pasowałam idealnie do jego ramion. Gdy uniosłam głowę zauważyłam Justina, który zmartwił się moim stanem.
- Co się stało, Jasmine? - zapytał smutny.
- Nic. - wybiegłam z budynku.

Czułam, że Bieber biegnie za mną, ale miałam to naprawdę gdzieś. Teraz byłam bez uczuciową dziewczyną, która potrzebowała samotności i spokoju. Gdy upewniłam się, że Justin już mnie nie szuka usiadłam na pobliskiej ławce i zaczęłam płakać. Nie zważałam na mróz czy deszcz lejący się z nieba. Przypominał mi on moje łzy.

Wydawało mi się, że czas się zatrzymał - że zostałam tylko ja i moje myśli. Jednak w pewnym momencie poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię i odwraca w swoją stronę. Tak jak myślałam był to Justin. Właściwie to ucieszyłam się, że to właśnie on. Nie wiem czemu, ale tak było.

- Wiem, że coś jest nie tak. Za dobrze Cię znam żebyś wmawiała mi, że nic nie jest. - spojrzał na mnie. - Powiedz proszę, o co chodzi?
- Moi rodzice ... - dukałam ze łzami w oczach równocześnie trzęsąc się z zimna.
- Spokojnie. - dał mi swoją kurtkę. Sam zostając tylko w bluzce na krótki rękaw.
- Oni mnie kupili ... nie są moimi rodzicami. - wtuliłam się w jego tors i zaczęłam mocno bić pięściami. Tak po prostu - żeby się na kimś wyżyć. Wiedziałam, że nic mu nie zrobię, gdyż jest bardzo umięśniony. - Moja prawdziwa matka właśnie wróciła i chcę mnie zabrać ... nie wiem co mam robić - spojrzałam mu w oczy.
- Na początek przestań płakać, nie lubię gdy to robisz... - otarł moje łzy. - Teraz wstań i wytłumacz sobie to wszystko z mamą. Może coś źle zrozumiałaś.
Justin szykował się by mnie puścić, jednak ja tego nie chciałam więc wtuliłam się jeszcze mocniej.
- Proszę, jeszcze nie. - widziałam jak patrzy na moje wargi.

Deszcz padał coraz mocniej, a my nadal siedzieliśmy na tej samej ławce. Justin zaczął przybliżać się do mojej twarzy, aż w końcu mogłam poczuć smak jego warg. Właściwie nie wiedziałam czy tego chcę ...

______________________________________________________

Wreszcie nowy post! :) Coś czuję, że moje notki Wam się nie podobają. :< Coraz mniej komentujecie. Szkoda, bo nawet nie wiecie ile czasu poświęcam na napisanie jednego rozdziału.

Mimo wszystko kocham Was! <3

Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W

Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl

Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D

Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)


25 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ


niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 61 cz.3!

NOTKA POD RODZIAŁEM :)
Odwróciłam się na pięcie słysząc to co powiedział. Na jego twarzy był wymalowany smutek i żal. 
-Myśli że to coś zmieni? Że teraz cofniemy się w czasie i będziemy żyli jak gdyby nigdy nic- zaśmiałam się ironicznie.
-Nie. Wiem ile bólu zadałem tobie i Olivierkowi i bardzo żałuję.Staram się postawić się na twoim miejscu i pewnie teraz walnąłbym sobie z liścia-zaśmiałam się, starając rozjaśnić tą sytuacje.- Nie proszę Cię o natychmiastowe wybaczenie, ale proszę o szansę. Jedną i ostatnią.- skończylł mówić, a po jego policzku spłynęła samotna łza, którą szybko otarł.- Dzisiaj jest Wigilia. Chodźmy gdzieśi chociaż na chwilę zapomnijmy o problemach o moim zachowaniu, a potem decyzja pozostanie tylko dla ciebie.
-Justin, ja nie wiem.... Mój tata jest w szpitalu, nie mogę go teraz zostawić.
-Proszę, a jeżeli coś się stanie od razu wrócimy.
-A Olivierek? 
-Twoja mama się nim zaopiekuje. Przecież i tak teraz śpi.
-Dobrze. Ale nie myśl, że tak łatwo Ci wybaczę.- powiedziałam. To nie tak, że nie ruszyły mnie te przeprosiny, ale to nie tak łatwo wybaczyć takie coś z dnia na dzień. 
-No to chodźmy- powiedziałam. Po 5 minutach zorientowałam się, że idziemy na lodowisko. Kilka razy byłam ze znajomymi i...Arianną tu, ale nigdy nie było razu żebym się nie przewróciła. Zawsze mieliśmy niezły ubaw.Justin poszedł wypożyczć łyżwy, a ja oglądałam ludzi, którzy jeździli jak zawodowcy.Dostałam łyżwy i zaczęłam je zakładać. Justin założył swoje i weszliśmy na lodowisko. Od razu przytrzymałam się budy*. Zaśmiałam się gdy zobaczyłam Justina, który leżał na śliskiej tafli lodu.On też się śmiał. Naglr pociąnął mnie w dół więc leżałam razem z nim. Podnieśliśmy się i zaczęliśmy próbować jakoś się poruszać. Po kilku chwilach trochę lepiej mi szło. Justin nie był gorszy. Zaczęłam przed nim uciekać, przepychając się przez ludzi. Kątem oka widziłam, że Justin mnie doganiał więc przyspieszyłam. Nagle na kogoś wpadałam, lądując na tyłku. W tym czasie zostałam od tyłu przyciągnięta przez Justina. 
-Mam Cię- szepnął mi do ucha.Odwróciłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Przybliżył do mnie swoje usta i zetknął je z moimi. Czułam się jak w czasie pierwszego pocałunku. Zrozumiałam wtedy, że kocham go tak mocno, że nie mogę go zostawić , ale nie mogę także mu tak łatwo wybaczyć. Z pewnością nie wyglądaliśmy teraz jak skłócona para. Oderwał się ode mnie. 
-Chyba powinniśmy wracać-powiedział.
-Tak to dobry pomysł.- Wyszliśmy z lodowiska, oddaliśmy łyżwy i skierowaliśmy się w stronę szpitala. Widziałam w oczach Justina, tańczące iskierki radości. Nim się obejrzałam staliśmy przed szpitalnymi drzwiami. Justin otworzył je przede mną i przepuścił mnie. Zaczęłam szukać oczyma mojej mamy i zobaczyłam ją z...tą kobietą z samolotu. Co ona tu robi? Kłóciły się o coś.Nagle nieznajoma zaczęła kierować się w moją stronę, mówiąc do mojej rodzicielki:
-Muszę jej powiedzieć. Ona zasługuję na prawdę. 
-Mary, proszę nie teraz.- moja mama goniła ją. Nagle lekarz wyszedł z sali ojca
-Można już wejść i spotkać się z panem Villegas.- W tej chwili obydwie kobiety zawróciły i weszły do sali. O co chodziło z tą całą sytuacją?


___________________________________________________________
Jak myślicie czego nie wie Jasmine? 
Czy Justin i Jasmine się pogodzą?
_______________________________________________

Hej !
Początkowo był plan  żeby dodać rozdział w święta, ale wtedy pewnie nie będę miała czasu więdz dodaję dzisiaj :) Mam nadzieję że podoba się wam :) 
A teraz życzenia :D

Kochani! Wesołych Świąt, spełnienia marzeń, zdrowia i szczęścia :) 
~Z. 

wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 60 cz.3!

Byłam wręcz załamana tym co usłyszałam. Dlaczego to akurat mnie spotyka taki pech w życiu? Najchętniej wróciłabym do dzieciństwa. Oddałabym za to wszystko!

Lekarz wbiegł do sali, a ja patrzyłam przez szybę jak mój tata walczył o życie. To był straszny widok. Nie bałam się wtedy o siebie inne tego typu rzeczy. Obchodził mnie tylko mój tata. Nie chciałam go stracić ... Widać było, że lekarz robił wszystko co w jego mocy, a mój tata był cały zmęczony tą sytuacją. Nagle lekarz zasłonił Nam widok i kazał poczekać na korytarzu. Widziałam jak wyworzą mojego tatę z sali do innej - intensywnej terapii. Byłam zła na siebie, że wyjechałam do Los Angeles, tym samym zostawiając go tutaj, w Kanadzie. Jedynym powodem, który wywołał uśmiech na mojej twarzy, był fakt, że mój tata jednak żyje. 'Ucieszona' wtuliłam się w moją mamę, jak mała, bezbronna dziewczynka. Dawno się tak nie czułam. Fajnie jest tak wrócić do dzieciństwa... wtedy wszystko wydawało się takie proste. Brak problemów i płaczu. Otworzyłam załzawione oczy, gdy nagle ukazał mi się obraz Justina. Najchętniej przyłożyłabym mu i uwierzcie, że w tym momencie byłam zdolna do wszystkiego. Podeszłam do niego i zaczęłam pokazywać wyjście nic się nie odzywając. Mimo, że wyglądałam na spokojną i opanowaną to uwierzcie, że tak nie było. W środku pękałam, chciałam wyrzucić mu prosto w twarz co o nim sądzę. Jednak nie byłam do tego zdolna w takim miejscu. Zaczęłam iść w stronę wyjścia, a Justin udał się wraz ze mną. Przechodząc przez korytarz łzy lały się po moich policzkach. Nie wiedziałam co powiem Justinowi. Czułam jak patrzy się na mnie. Na moją twarz, na słoną ciesz spływającą po mojej twarzy. Zrozumiałam, że cały mój świat nagle się załamuję. Cichutko niszczy i choć wiem, że tak jest nie chcę się do tego przyznać. Nie chcę dopuścić do siebie myśli, że to już koniec. A jednak ...

Chciałam uchylić drzwi, by wyjść z sali pooperacyjnej, jednak Justin był szybszy. Zdziwiłam się. Spojrzałam na niego, jednak przez ułamek sekundy ten widok zbrzydł mi. Kiedyś wydawało mi się, że wiem o tym chłopaku wszystko - mimo, że w tamtym czasie znaliśmy się kilka miesięcy. Obecnie minęło już kilka lat, a mi zdaję się, że nic o nim nie wiem. Może to było tylko złudzenie. Może był kolejną ludzką marionetką, którą ktoś stale poruszał, nie dając jej swobody. Może po prostu się pomyliłam. W tej chwili próbowałam zrzucać całą winę na siebie. Chciałam usprawiedliwić Justina. Nie chciałam żywić do niego urazy.

W końcu doszliśmy do pobliskiej restauracji, która była połączona ze szpitalem. Justin pomógł mi zdjąć mi kurtkę. Zaczęła się nasza rozmowa, która miała wytłumaczyć wszystko.
- Hej - zaczął nieśmiało Justin. Widziałam jak nerwowo bawi się swoimi palcami. Chciał uniknąć kontaktu wzrokowego.
- Przejdźmy do rzeczy - odpowiedziałam surowo. - Chcę wiedzieć wszystko, od początku do końca. Proszę.
- Jasmine, wstydzę się o tym mówić. Jestem cholernym dupkiem, zrobiłem tyle złego. Tak wiele razy Cię zraniłem. - cały czas patrzył w stół.
- Do rzeczy, nie mam całego dnia. - mój głos był tak twardy i  bezuczuciowy, dokładnie opisywał mój obecny stan.
- Tego wieczoru gdy wróciłem pijany byłem u Belli. - wreszcie uniósł wzrok i spojrzał na mnie. - Do niczego nie doszło, ale okazało się, że jest chora na raka. Chciałem wrócić do niej, zostawić Cię. Byłem naprawdę głupi. Nie wiedziałem co robię. Potem powiedziała, że jest w ciąży, więc tym bardziej nie mogłem jej zostawić. Czułbym się okropnie. - wziął oddech i kontynuował - W tamtym momencie myślałem tylko o niej. Nie wiedziałem co zrobić, więc poszedłem do pab'u obok. Tam spotkałem Ryan'a i to właśnie on przywiózł mnie z powrotem. Dalej nie pamiętam co się działo. Mam tylko urywek Twojego krzyku i płaczu. - posmutniał.
- Owszem, zraniłeś mnie i nie dziw się, że patrzę na Ciebie z pogardą. - opuściłam wzrok.
Justin widząc to złapał mnie gwałtownie za nadgarstki i odwrócił je. Ja momentalnie pisknęłam i zacisnęłam zęby z bólu. Justin spojrzał w miejsce którego wcześniej dotykał i ujrzał głębokie rany, oznaczające mój ból.
- Jasmine ... - połknął głośno ślinę. - To przeze mnie? - spojrzał na mnie zmartwionym i pełnym załamania wzrokiem.
- Zamknij się! - zaczęłam płakać. - Nie wiesz ile przez Ciebie nocy przepłakałam. Ile razy chodziłam z podkrążonymi oczami i siniakami na rękach. Co miałam kurde zrobić? Ciesz się, że jeszcze żyję. W jednej chwili załamał mi się cały świat. Jak myślisz, przez kogo, kurwa?
- Skarbie ... - powiedział załamany.
- Nie skarbuj do cholery! Już nigdy nie będę Twoim skarbem. Nie dzwoń, nie pisz. - poprosiłam gniewnym głosem.
- Czyli to już koniec Nas? Koniec tego wszystkiego? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy z nadzieją, że odpowiem "nie". Jednak nie tym razem.
- Tak, Justin ... - wstałam, założyłam kurtkę i odeszłam. - Żegnaj.
- Przepraszam ... - syknął cicho, ale wystarczająco bym go usłyszała.

_______________________________________________________________

Hej!!! :)))

Wiem, że postu długo nie było, ale to z powodu moich ciągłych obowiązków. Obecnie prowadzę 3 blogi i naprawdę nie mam już siły. Dobrze, że jest jeszcze Zuza, która już niedługo napiszę rozdział świąteczny. :D

Jak myślicie, Justin wreszcie weźmie się w garść? Jasmine wybaczy Justinowi czy to już ostateczny koniec?

Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W

Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl

Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D

Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)

Komentujcie. :3


Kocham Was bardzo < 3 W