Wiele się działo przez te ostatnie kilka dni. W sumie na tą chwilę nie byłam w stanie ułożyć żadnego logicznego zdania. Mój ojciec zachorował, chłopak jest bipolarnym tyranem, mam nieślubne dziecko, a moja przyjaciółka nie żyje ... gorzej być nie mogło. W każdym razie nie wiem co mu powiedzieć. Rozumiem, że może sobie nie radzić z pewnymi rzeczami, ale chyba od tego jestem JA, żeby mu w takich sytuacjach pomóc. Nie zawsze jestem w stanie znieść jego humorków i wiem, że taka zmiana jak przeprowadzka na pewno mi pomoże. W końcu Bieber musi zrozumieć, że nie jestem jego własnością ani zabawką, którą rzucasz kiedy tylko Ci się znudzi w kąt, a gdy masz dobry humor bawisz się nią. Musiałam jednak coś odpowiedzieć, więc zaczęłam ...
- Kurde, co ty sobie myślisz?! Nie jestem Twoją własnością, nie masz prawa traktować mnie jak śmiecia. - rozpłakałam się. - Mam dość Twoich krzyków, piąstek, uderzeń, popchnięć i innych tego typu rzeczy. Ciągle jest dla Ciebie za głośno. Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpadam jak w próżni, by tylko Cię nie obudzić gdy jesteś pod wpływem alkoholu. Cholera kocham Cię i trudno mi o Tobie zapomnieć, o naszych wspaniałych wspomnieniach! O wszystkim co związane z Tobą. Mogłabym Ci opisać każdy dzień, każde moje uczucie w danej sytuacji, a ty co? Nic. Zdradzasz mnie za każdym razem gdy masz słaby dzień. Szukasz ukojenia w seksie i to jeszcze z inną kobietą. Nie zdajesz sobie jednak sprawy, że to mnie okropnie rani. - z moich oczu płynął wodospad świeżych, zranionych oraz przepełnionych emocjami łez. - A najgorsze jest to, że kiedy ktoś cię opuści, poza tym, że za nim tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko, co widzisz albo robisz, przypomina ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, kogo kochasz, i tak się właśnie czuję.
- Egh ... skarbie ... - zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
- Kurwa, nie skarbuj mi tu teraz! - odetchnęłam z ulgą, że mogłam mu to powiedzieć.
Widziałam w tej chwili chęć Justina, żeby mnie uderzyć, ale gdy podniósł piąstkę nagle się powstrzymał, jakby coś sobie uświadomił. W sumie to zaimponowało mi to, ale nadal żywiłam nienawiść do niego. Czy go nadal kocham? Jeszcze niedawno bez wahania powiedziałabym, że 'tak', ale na tą chwilę nie jestem pewna moich uczuć do niego. Jestem osobą, która pewne słowa i czyny pamięta bardzo długo, a czasem nawet do końca życia. Najchętniej to zapomniałabym o tym wszystkim i znalazła sobie nowego partnera życiowego. Ale w dzisiejszych czasach trudno jest to zrobić ... trudno jest zacząć od nowa, a już najtrudniej jest zapomnieć, to zdecydowanie najtrudniejsza rzecz jaką kiedyokolwiek można by zrobić, mogę powiedzieć, że w niektórych przypadkach niewykonalna, nasz związek to idealny przykład. Jednak ja ciągle jestem w przekonaniu, że to Justin jest moją drugą połówką, którą przez wiele lat i porażek szukałam. Wszystko świetnie by się układało i uwierzcie mi, że bylibyśmy najlepszą parą w Los Angeles, gdyby nie Justin. Czasami nawet zastanawiam się czy to czasem nie moja wina i próbuję na siłę usprawiedliwić Justina, ale nie widzę tutaj nawet grama mojego złego postępowania. Oczywiście, że człowiek nigdy nie jest bez winy i nie ma ludzi idealnych, ale ja niczemu nie zawiniłam. A może to tak jest, może właśnie tak miało być! A może to ja jestem winna jego zachowaniu? Może to przeze mnie taki jest? A może chcę zakończyć nasz związek, bo pokochał inną osobę? Mogę z pewnością przyznać, że mam okropny mętlik w głowie.
- Justin, mój ojciec jest chory! Muszę jak najszybciej jechać do Kanady. - zaczęłam płakać i jak najszybciej chciałam uniknąć kontaktu wzrokowego z Justinem.
- Ale jak to? Jasmine ... - cały czas próbował spojrzeć w moje oczy, a ja uparcie broniłam, by tego nie robił i ocierałam łzy, tak, że oczy momentalnie zrobiły się czerwone.
- Jedź do domu! Ja z małym wyjadę, jest to dla nas potrzebne, zrozum to. Zaufaj mi, odpoczniemy od siebie i to nam dobrze zrobi. - złapał mój podbródek.
- Kocham Cię, okej? - i pocałował, a ja zachowując się podle, ale i sprawiedliwie z jego strony odepchnęłam go.
- Dobra Justin, idź już, proszę Cię. - spuściłam głowę, a Justin był w wielkim szoku mojego postępowania.
Odwróciłam się i powolnym krokiem odeszłam. Widziałam ludzi patrzących się na mnie, ale ja jednak szukałam tylko jedynego wzroku, pięknych, piwnych tęczówek Justina, które kiedyś codziennie się spotykały z moimi czarnymi. Brakowało mi go, choć rozstaliśmy się niecałe 2 minuty temu. Obiecywałam mu, że to niczego między nami nie zmieni i, że wszystko będzie dobrze, choć szczerze mówiąc sama w to wątpiłam ...
__________________________________________________
Hej! :D
Powracam do Was, ja - Wiktoria! <3 Mam nadzieję, że po długim wyczekiwaniu rozdziału napisanego przeze mnie nie zawiedliście się. A teraz takie małe pytanie: ,,Jak waszym zdaniem sprawuje się nowa autorka?" Zależy mi, gdyż to pozwoli mi w decyzji czy 'zatrudnić' ją na stałe. :)
Jak myślicie czy Justin tak łatwo odpuści? Co jest z ojcem Jasmine?
To wszystko w następnym rozdziale, który napisze Zuzia! ^__^
Komentujcie.
niedziela, 20 października 2013
poniedziałek, 14 października 2013
Rozdział 57 cz. 3!
-Jasmine, ja przepraszam za wszystko.-zaczął niepewny- Po prostu mam za dużo po prostu mam za dużo problemów.
-Ale, alkohol nie jest najlepszym rozwiązaniem. Możesz mi powiedzieć o wszystkim i spróbujemy razem to rozwiązać.- pomimo wszystko chciałam mu pomóc. Jeśli na prawdę się kochamy powinniśmy walczyć o nas.A do tego chciałam żeby Olivier wychowywał się z ojcem, w kochającej rodzinie.
-Ale ja nie mogę.
-Jak to nie możesz?
-Normalnie!- znów wrócił bipolarny Justin- Jasmine, po prostu wybacz mi i będzie po sprawie!
-Po sprawie?! Ty się słyszysz człowieku?-uniosłam głos, lecz nie krzyczałam by nie obudzić śpiącego synka- Myślisz że jedno głupie przepraszam zmieni wszystko i tak po prostu całe zło się ulotni? Ja przecież nawet nie wiem co się stało, że tak się zachowałeś! Nie dam się tym razem tak łatwo.
-Wiesz co?! Żałuję, że w ogóle się z tobą związałem. Przez ciebie są same problemy!
Czy on właśnie powiedział...? Nie, to nie może być prawda. Jasmine uspokój się jest pod wpływem alkoholu i Bóg wie co jeszcze. Po prostu muszę zapomnieć o tych słowach. Tym razem to ja wygram tę walkę.
-Ja powoduję wszystkie problemy? Tak, bo to ja wychodzę w nocy i upijam się. Czy ty w ogóle pamiętasz w takich momentach że masz mnie, syna i dom?- to go zatkało. Wiedziałam że nie będzie się spodziewał tego, że się nie poddam.- Co ? Teraz nie masz nic do powiedzenia?
-Pamiętam! I właśnie dlatego piję. Zniszczyłaś my życie tym swoim synem! Lepiej byłoby jakbym nie przeprowadził się do Kanady, nie poznałbym ciebie i teraz prowadziłbym życie tak jak wcześniej.
- Chcesz żyć tak jak wcześniej? Proszę bardzo, zabieram Oliviera i wyjeżdżam!
-Rób co chcesz! Nie obchodzi mnie co robisz!-krzyknął Justin w czasie gdy ja biegłam już do pokoju by wziąć Olivierka.
Z mojej szafy wyjęłam walizkę i zaczęłam w nią pakować potrzebne rzeczy i ubrania. Gdy już zapinałam walizkę zadzwonił mój telefon. Kto dzwoni o tej porze? Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mojej mamy.
Przesunęłam palcem zieloną słuchawkę i przyłożyłam do ucha mojego iPhone'a.
-Halo?- zapytałam nieco zdziwiona. Przecież moja mama lub mój tata nie dzwonili do mnie już od dłuższego czasu.
-Jasmine...Tata jest w szpitalu.
-Co? Dlaczego?
-On miał zawał. Przed chwilą przywieziono go do szpitala. Jest w krytycznym stanie.- wiedziałam, że moja mama zaraz się rozpłacze.- P-proszę przyjedź tu..
-Mamo, jadę na lotnisko. Trzymaj się, kocham Cię.-rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź. Wzięłam na ręce już obudzonego Oliviera i zaczęłam go ubierać, po czym sama włożyłam buty i kurtkę. Do jednej ręki wzięłam syna, a drugą ciągnęłam walizkę po schodach.
-Ale, alkohol nie jest najlepszym rozwiązaniem. Możesz mi powiedzieć o wszystkim i spróbujemy razem to rozwiązać.- pomimo wszystko chciałam mu pomóc. Jeśli na prawdę się kochamy powinniśmy walczyć o nas.A do tego chciałam żeby Olivier wychowywał się z ojcem, w kochającej rodzinie.
-Ale ja nie mogę.
-Jak to nie możesz?
-Normalnie!- znów wrócił bipolarny Justin- Jasmine, po prostu wybacz mi i będzie po sprawie!
-Po sprawie?! Ty się słyszysz człowieku?-uniosłam głos, lecz nie krzyczałam by nie obudzić śpiącego synka- Myślisz że jedno głupie przepraszam zmieni wszystko i tak po prostu całe zło się ulotni? Ja przecież nawet nie wiem co się stało, że tak się zachowałeś! Nie dam się tym razem tak łatwo.
-Wiesz co?! Żałuję, że w ogóle się z tobą związałem. Przez ciebie są same problemy!
Czy on właśnie powiedział...? Nie, to nie może być prawda. Jasmine uspokój się jest pod wpływem alkoholu i Bóg wie co jeszcze. Po prostu muszę zapomnieć o tych słowach. Tym razem to ja wygram tę walkę.
-Ja powoduję wszystkie problemy? Tak, bo to ja wychodzę w nocy i upijam się. Czy ty w ogóle pamiętasz w takich momentach że masz mnie, syna i dom?- to go zatkało. Wiedziałam że nie będzie się spodziewał tego, że się nie poddam.- Co ? Teraz nie masz nic do powiedzenia?
-Pamiętam! I właśnie dlatego piję. Zniszczyłaś my życie tym swoim synem! Lepiej byłoby jakbym nie przeprowadził się do Kanady, nie poznałbym ciebie i teraz prowadziłbym życie tak jak wcześniej.
- Chcesz żyć tak jak wcześniej? Proszę bardzo, zabieram Oliviera i wyjeżdżam!
-Rób co chcesz! Nie obchodzi mnie co robisz!-krzyknął Justin w czasie gdy ja biegłam już do pokoju by wziąć Olivierka.
Z mojej szafy wyjęłam walizkę i zaczęłam w nią pakować potrzebne rzeczy i ubrania. Gdy już zapinałam walizkę zadzwonił mój telefon. Kto dzwoni o tej porze? Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mojej mamy.
Przesunęłam palcem zieloną słuchawkę i przyłożyłam do ucha mojego iPhone'a.
-Halo?- zapytałam nieco zdziwiona. Przecież moja mama lub mój tata nie dzwonili do mnie już od dłuższego czasu.
-Jasmine...Tata jest w szpitalu.
-Co? Dlaczego?
-On miał zawał. Przed chwilą przywieziono go do szpitala. Jest w krytycznym stanie.- wiedziałam, że moja mama zaraz się rozpłacze.- P-proszę przyjedź tu..
-Mamo, jadę na lotnisko. Trzymaj się, kocham Cię.-rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź. Wzięłam na ręce już obudzonego Oliviera i zaczęłam go ubierać, po czym sama włożyłam buty i kurtkę. Do jednej ręki wzięłam syna, a drugą ciągnęłam walizkę po schodach.
***Oczami Justina***
Słysząc kółka walizki odbijająca się od stopni schodów z każdym krokiem Jasmine, podniosłem głowę. Ona mówiła serio gdy się kłóciliśmy. Nie wiedziałem co powiedzieć, lecz moja narzeczona (może była) odezwała się :
-Teraz możesz pić, ćpać lub robić cokolwiek chcesz, ale mnie i Olivierka w to nie mieszaj.- powiedziała. Puściła rączkę walizki, po czym zdjęła pierścionek zaręczynowy i rzuciła go w moim kierunku. Przeszła przez korytarz, trzasnęła drzwiami,a w domu zapadła cisza którą przerwało tylko tykanie zegara.Czy ona właśnie odwołała ślub? To niemożliwe. Nie mogę jej stracić. Nie miałem na myśli tego wszystkiego gdy się kłóciliśmy. To był impuls, pod wpływem chwili.Gdybym dał jej odejść byłbym największym idiotą na świecie, którym i tak już siebie sam uczyniłem.Nie wiem gdzie Jasmine chce wyjechać, ale na pewno pojechała na lotnisko. Przez tą kłótnie momentalnie wytrzeźwiałem, więc szybko wybiegłem z domu i zasiadłem za kierownicą. Przekraczając na liczniku 100km/h w ekspresowym tempie dotarłem na lotnisko. Wśród tłumu obcych mi ludzi dostrzegłem Jasmine, która miała już wykupiony bilet i stała w kolejce do odprawy.
-Jasmine!- krzyknąłem zwracając też na siebie uwagę innych ludzi- Kochanie, ty nie możesz wyjeżdżać. Ja Cię kocham, to co powiedziałem wtedy nie było prawdą. Jesteś najlepszą rzeczą, która spotkała mnie w życiu. Nie mógłbym bez ciebie żyć. Za wszystko przepraszam, za łzy, ból i za to, że jestem takim idiotą.Nie zasługuję na ciebie, ale proszę. Wybacz mi.
Widać było, że była bardzo zmieszana. Po paru minutach ciszy, zaczęła mówić ...
_______________________________________________
Hej :) Tu nowa współautorka bloga. Mam nadzieję że podoba wam się rozdział i styl pisania :) Za wszystkie będę przepraszam, i do następnego :)
Jak myślicie czy Jasmine wybaczy Justinowi? A co z jej tatą? Czy przeżyje?...
/ Z
środa, 9 października 2013
INFORMACJA CO DO ROZDZIAŁÓW / OPOWIADANIA / ADMINISTARTOREK
UWAGA! :/
Niestety mam przykrą wiadomość. Nie mam pomysłu na dalsze pisanie tego bloga. ALE JAK OBIECAŁAM NIE SKOŃCZĘ GO PISAĆ!!! Już od paru tygodni staram się napisać doskonały rozdział, ale NIE WYCHODZI MI TO!
Potrzebuję pomocy, NARAZIE NA OKRES PRÓBNY!
PS. Ja oczywiście dalej będę się udzielała. I jak zawsze będę się podpisywała / W
Pozdrawiam
Wiktoria
Chętni pisać na facebooku! :D https://www.facebook.com/OpowiadaniaOJustinieBieberzeFanClub?skip_nax_wizard=true#
Niestety mam przykrą wiadomość. Nie mam pomysłu na dalsze pisanie tego bloga. ALE JAK OBIECAŁAM NIE SKOŃCZĘ GO PISAĆ!!! Już od paru tygodni staram się napisać doskonały rozdział, ale NIE WYCHODZI MI TO!
Potrzebuję pomocy, NARAZIE NA OKRES PRÓBNY!
PS. Ja oczywiście dalej będę się udzielała. I jak zawsze będę się podpisywała / W
Pozdrawiam
Wiktoria
Chętni pisać na facebooku! :D https://www.facebook.com/OpowiadaniaOJustinieBieberzeFanClub?skip_nax_wizard=true#
Oczywiście
wybieram osoby, które mają talent do pisania. Musicie mi coś
zaoferować, dać swoje propozycje i blogi na których piszecie
opowiadania, LUB obojętnie, jakieś krótkie opowiadanie do sprawdzenia!
Później odpiszę Wam czy nadajecie się.
Jednak pamiętajcie, że w każdym momencie mogę usunąć
Wasz rozdział, gdyby nie podobał mi się styl pisania bądź tematyka. :)
Do tej pory sama prowadziłam tego bloga. :D
/ W
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 56 cz.3!
Zaczekałam, aż Justin uśnie. Kiedy to nastąpiło udałam się po swoją piżamę do sypialni, cicho otwierając drzwi weszłam do pomieszczenia. To staje się coraz głupsze, od kiedy boję się wejść do własnej sypialni?! Przecież to nie mieści się w głowie. Do jakiego stanu musiał mnie doprowadzić?! Wyjęłam piżamę i szybko wyszłam z pokoju. Będąc już w toalecie zaczęłam się rozbierać. Weszłam do kabiny prysznicowej i zaczęłam się myć. Byłam pewna, że zimny prysznic mnie ożywi. Ja już naprawdę nie wiem co mam ze swoim życiem dalej robić. Straciłam moją jedyną przyjaciółkę, mój partner jest agresywny, mam nieślubne dziecko i wszystko się sypie. Chciałabym uciec stąd i wrócić jak to wszystko się skończy. Byłoby naprawdę wyśmienicie gdyby tak dało się zrobić. Przed wszystkim udaję, że jest dobrze, ale w środku pękam.
Co z tego, że w towarzystwie się śmieję,
skoro w samotności płaczę. Co z tego, że wśród znajomych jestem
zadowolona, skoro wracam do domu i nie potrafię się cieszyć. Co z tego,
że mówię, że nic mi nie jest, skoro naprawdę moja dusza cierpi. Może i
jestem choć trochę szczęśliwa, wiecznie chodzę uśmiechnięta, rozdaję
każdemu nieco dobrego humoru, ale to nie zmieni tego, że czasem jeszcze
płaczę do poduszki, jestem zagubiona chłodnego, samotnego wieczoru
odczuwając ból i tęsknotę. Bo na zewnątrz mogę wydawać się szczęśliwą
osobą, ale nikt nie wie, co naprawdę ukrywa się w środku. Wiem to tylko ja. Nawet Justin tego nie widzi, potrafi przesiedzieć całą noc nagrywając piosenki. Rozumiem, że ma swoje Beliebers, ale ja też istnieje! Uwielbiam jego fanki i naprawdę bardzo je szanuję, ale mimo wszystko ja też czasem go potrzebuję. A on cały czas zupełnie poświęca się pracy. Nie widzi moich potrzeb, nie wie jak okropnie go potrzebuję. A to boli! Cholernie boli. Uśmiech jednak nie zawsze wyraża radość, czasami ukrywa największy ból ... u mnie jest dokładnie tak samo. Nienawidzę się smucić, ale nie umiem uśmiechać. Nie umiem być już wesoła, bo zawsze gdy próbuję się uśmiechnąć lub wywołać z siebie najmniejszy śmiech coś mi przeszkadza Gdy wszystkie się psuje w mojej głowie jest jedno często zadawane pytanie: ,, Jak życie jest do dupy, to gdzie się składa reklamacje?" Może to głupie, ale tak właśnie jest. Zimne krople wody spływały po moim rozgrzanym ciele. Wiem, że to nie jest zbyt dobre połączenie, ale przecież nie wszystko musi do siebie idealnie pasować. Poza tym w moim życiu ostatnio nic do siebie nie pasuję, ale tak to już czasem bywa. Zaczęłam myć się gąbką i wydobywać z siebie ciche jęki, które powodowane były lodowatą wodą. Mimo, że powoduje to lekki ból, to uwielbiam zimne prysznice. Uwielbiam, bo właściwie tylko wtedy mam czas by wszystko sobie w spokoju przemyśleć i zadecydować o moim dalszym życiu. W końcu to ja decyduję co będę robiła i z kim żyła. Może Justin jest już tym zmęczony i dlatego tak się zachowuję? Jeśli mam być szczera to sama nie wiem. Kocham go, tak cholernie go kocham, a on mnie ignoruję, bije i poniża! Czasem jest kochany, a po kilku minutach staje się chamskim gnojkiem. Wiele myśli mam teraz w mojej głowie. A może ma kochankę? Może już mnie nie kocha? Przecież w końcu musi być jakieś wytłumaczenie! Bez powodu by się tak nie zachowywał! Tak bardzo chciałabym, żeby była przy mnie Arianna. Miałabym do kogo się przytulić i komu się wyżalić. Gdy jej nie ma nie radzę sobie. Nie daję rady z niczym! Przyzwyczaiłam się do jej obecności. Od dziecka rozumiemy się jak nikt inny. Nigdy nie zabrakło Nam tematów do rozmów! Była moją przyjaciółką i zawsze nią będzie!!! Choćby nie wiem co. Wyszłam z kabiny prysznicowej i wytarłam się moim ulubionym ręcznikiem z dzieciństwa. Przypomniały mi się świetne stare czasy, do których chciałabym okropnie wrócić. Przebrałam się w moją piżamkę w kropki i poczułam się jak dziecko. Dziecko, które niczym się nie przejmuję, a jego jedynym problemem jest to czy będzie miał daną zabawkę ze sklepu, czy nie. Wychodząc lekko zamknęłam drzwi, by nie obudzić Justina. Zobaczyłam czarną postać siedzącą na kanapie w salonie. Przestraszyłam się i jak najszybciej chciałam dowiedzieć się kto to. Okazało się, że na sofie siedzi załamany Justin, ledwo powstrzymujący się od łez. Podeszłam do niego i usiadłam. On zaczął mi wszystko tłumaczyć ...
_____________________________________________________________
I to tyle! :D Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Spóźniłam się o jeden dzień, bo miałam wczoraj naprawdę dużo lekcji do odrobienia, poza tym dzisiaj miałam 3 kartkówki które chciałam jak najlepiej zdać więc cały dzień się uczyłam. :) Kolejny rozdział za TRZY dni!!! :]
KOMENTUJCIE !!! :))
KOCHAM WAS! ♥ / W
Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)
_____________________________________________________________
I to tyle! :D Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Spóźniłam się o jeden dzień, bo miałam wczoraj naprawdę dużo lekcji do odrobienia, poza tym dzisiaj miałam 3 kartkówki które chciałam jak najlepiej zdać więc cały dzień się uczyłam. :) Kolejny rozdział za TRZY dni!!! :]
KOMENTUJCIE !!! :))
KOCHAM WAS! ♥ / W
Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)
poniedziałek, 9 września 2013
Rozdział 55 cz.3!
Wiem, że zatapianie wszystkich swoich problemów w alkoholu to nie najlepszy pomysł, ale na tą chwilę nie mam lepszego. Podszedłem do baru i zamówiłem 5 piw. Zauważyłem mojego starego kumpla, Ryan'a i pokazałem gest ręką by podszedł do baru. Przywitałem się z nim tak jak za dawnych czasów. Poczułem, że nadal jestem dzieckiem, tym który biegał po podwórku, paprał się w błocie po czym przychodził zadowolony do domu i po prostu dalej cieszył się swoim spokojnym życiem. Rzeczywiście, dzieciństwo to wspaniały okres, nie musisz przejmować się pieniędzmi, rodziną i swoją partnerką. Nie wiesz co to znaczy "sex" i jest Ci z tym dobrze. Życie po prostu jest zupełnie łatwiejsze ...
- Hej, Bracie! - zaczął Ryan.
- Hej, Stary! - przywitałem się z moim "bratem".
Nasza przyjaźń jest dziwna. Kłócimy się praktycznie bez przerwy, ale mimo to mamy siłę by wstać i pogodzić się. Mimo iż nie łączy mnie z nim braterska więź, ani DNA mogę nazwać go moim 'bratem'. Jest człowiekiem, który wie o mnie wszystko. Ostatnio jednak oddaliliśmy się od siebie i okropnie tego żałuję. Najprawdopodobniej już nigdy tego nie odwrócimy, ale będę się starał. Będę się cholernie starał żeby powróciła to mnie jedyna bliska mi w tej chwili osoba. Pamiętam jak Ryan mnie wspierał w drodze na szczyt. Był jedyną mi tak bliską osobą. Z nim wszystko było prostsze.
- Jak tam? - zapytał, a mi posmutniał wyraz twarzy.
- Nie za dobrze. - opuściłem wzrok i spojrzałem na podłogę. - Bella zachorowała na raka, Jasmine się cały czas obraża. Ja już nie wytrzymuję. Niby kocham Jasmine, ale nie mogę zostawić Belli. Okazało się, że miała ze mną dziecko i usunęła ciążę. Wiesz jak ja się z tym czuję? Nie, kurwa nikt nie wie! - zdenerwowałem się.
- Stary! Spokojnie. Pamiętaj tylko, że rodzinę założyłeś z Jasmine. Jesteś już z nią tyle lat. A Bella to był jednorazowy przypadkowy wypad. Chcesz przekreślić Jas i Olivierka dla jednej naiwnej dziewczyny? Rozumiem, że jej współczujesz, ale nie kochasz jej. Wmawiasz to sobie, bo przykro ci z jej powodu. To nie jest miłość! - tłumaczył Ryan.
W tej chwili wszystko nabrało kolorów. Może rzeczywiście nie kocham Belli? Może to tylko zwykłe współczucie? Jednak jeśli mam być szczery to nic już nie wiem. Nie wiem czy nadal kocham tak samo jak kiedyś Jasmine. Nie wiem czy jestem gotowy na rodzinę. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzę. Kompletna pustka, nic nie wiem ... To dla mnie okropne wyzwanie. Muszę porozmawiać o tym z Jasmine.
**Godzinę później w pabie**
Odblokowałem swojego czarnego BlackBerrego i wyświetliło mi się 40 nieodebranych połączeń od Jasmine. Nie wyobrażałem sobie jak bardzo mogła się martwić. Byłem już zupełnie pijany. Chwiejnym krokiem podszedłem do samochodu Ryan'a i udałem się w stronę mojego domu.
- Justin nie za dużo tej wódki? - zapytał zmartwiony Ryan.
- Ehh ... wszystkiego już za dużo. - zacząłem śmiać się byle z czego, aż do końca drogi.
Nagle samochód się zatrzymał. Wyszedłem z niego ledwo utrzymując się na nogach.
- Pomóc Ci? - zapytał kolega.
- Nie. Dam sobie radę. Dzięki, Brachu! Trzymaj się. - ruszyłem w stronę domu.
Otworzyłem drzwi i zatrzasnąłem je nie zdając sobie sprawy, że obok w pokoju śpi mój mały synek. Miałem zamazany obraz przed oczami, jednak zauważyłem postać czarnowłosej Jasmine.
- O! Hej, Kotku! - próbowałem ją pocałować, ale odepchnęła mnie.
- Ty debilu! Miałeś iść ze mną na kolację, a ty zabawiasz się w jakimś barze? Czekałam na Ciebie tak długo. - zaczęła płakać, po czym dała mi z tzw. "liścia".
- Przepraszam Skarbie. Choć do sypialni, odwdzięczę Ci się. - złapałem ją za biodra.
**Oczami Jasmine**
Złapał mnie za biodra i przycisnął moją twarz do jego. Czuć było od niego alkohol na kilometr. To było obrzydliwe. Zaczął mnie całować po szyi.
- Zostaw mnie Justin. - wyszeptałam.
- Przestań. Przecież wiem, że tego chcesz. - mówił nadal całując mnie po szyi.
Zaczął odpinać swoje spodnie, po czym zajął się moją bluzką. Naprawdę nie miałam teraz ochoty na takie gierki, tym bardziej, że jestem na niego wściekła. Zastanawiało mnie tylko gdzie był tyle czasu. Wątpię, że cały dzień przesiedział w barze. Zresztą Justin nigdy tak dużo nie pił!
Odepchnęłam go, a on zaczął na mnie krzyczeć.
-Kurwa! Staram się, chce Cię zadowolić, a Ty mnie odpychasz?! Co za szmata. - krzyknął, po czym mocno popchnął mnie na sofę i odszedł.
To cholernie bolało. Znowu czułam, że powraca agresywny Justin. Jak mogę żyć z takim człowiekiem?! Przecież on nigdy się nie zmieni ... Coraz bardziej wątpię, że kiedykolwiek to nastąpi.
_______________________________________________
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM!!! :)
Nie miałam weny do pisania, poza tym zaczęła się szkoła i nie miałam czasu. Rozdziały będą już dodawane regularnie. Co 3 dni będzie nowy rozdział! :D KOMENTUJCIE!
JUŻ WAS NIGDY NIE ZOSTAWIĘ. <333
KOCHAM WAS!!! *.* / W
Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)
- Hej, Bracie! - zaczął Ryan.
- Hej, Stary! - przywitałem się z moim "bratem".
Nasza przyjaźń jest dziwna. Kłócimy się praktycznie bez przerwy, ale mimo to mamy siłę by wstać i pogodzić się. Mimo iż nie łączy mnie z nim braterska więź, ani DNA mogę nazwać go moim 'bratem'. Jest człowiekiem, który wie o mnie wszystko. Ostatnio jednak oddaliliśmy się od siebie i okropnie tego żałuję. Najprawdopodobniej już nigdy tego nie odwrócimy, ale będę się starał. Będę się cholernie starał żeby powróciła to mnie jedyna bliska mi w tej chwili osoba. Pamiętam jak Ryan mnie wspierał w drodze na szczyt. Był jedyną mi tak bliską osobą. Z nim wszystko było prostsze.
- Jak tam? - zapytał, a mi posmutniał wyraz twarzy.
- Nie za dobrze. - opuściłem wzrok i spojrzałem na podłogę. - Bella zachorowała na raka, Jasmine się cały czas obraża. Ja już nie wytrzymuję. Niby kocham Jasmine, ale nie mogę zostawić Belli. Okazało się, że miała ze mną dziecko i usunęła ciążę. Wiesz jak ja się z tym czuję? Nie, kurwa nikt nie wie! - zdenerwowałem się.
- Stary! Spokojnie. Pamiętaj tylko, że rodzinę założyłeś z Jasmine. Jesteś już z nią tyle lat. A Bella to był jednorazowy przypadkowy wypad. Chcesz przekreślić Jas i Olivierka dla jednej naiwnej dziewczyny? Rozumiem, że jej współczujesz, ale nie kochasz jej. Wmawiasz to sobie, bo przykro ci z jej powodu. To nie jest miłość! - tłumaczył Ryan.
W tej chwili wszystko nabrało kolorów. Może rzeczywiście nie kocham Belli? Może to tylko zwykłe współczucie? Jednak jeśli mam być szczery to nic już nie wiem. Nie wiem czy nadal kocham tak samo jak kiedyś Jasmine. Nie wiem czy jestem gotowy na rodzinę. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzę. Kompletna pustka, nic nie wiem ... To dla mnie okropne wyzwanie. Muszę porozmawiać o tym z Jasmine.
**Godzinę później w pabie**
Odblokowałem swojego czarnego BlackBerrego i wyświetliło mi się 40 nieodebranych połączeń od Jasmine. Nie wyobrażałem sobie jak bardzo mogła się martwić. Byłem już zupełnie pijany. Chwiejnym krokiem podszedłem do samochodu Ryan'a i udałem się w stronę mojego domu.
- Justin nie za dużo tej wódki? - zapytał zmartwiony Ryan.
- Ehh ... wszystkiego już za dużo. - zacząłem śmiać się byle z czego, aż do końca drogi.
Nagle samochód się zatrzymał. Wyszedłem z niego ledwo utrzymując się na nogach.
- Pomóc Ci? - zapytał kolega.
- Nie. Dam sobie radę. Dzięki, Brachu! Trzymaj się. - ruszyłem w stronę domu.
Otworzyłem drzwi i zatrzasnąłem je nie zdając sobie sprawy, że obok w pokoju śpi mój mały synek. Miałem zamazany obraz przed oczami, jednak zauważyłem postać czarnowłosej Jasmine.
- O! Hej, Kotku! - próbowałem ją pocałować, ale odepchnęła mnie.
- Ty debilu! Miałeś iść ze mną na kolację, a ty zabawiasz się w jakimś barze? Czekałam na Ciebie tak długo. - zaczęła płakać, po czym dała mi z tzw. "liścia".
- Przepraszam Skarbie. Choć do sypialni, odwdzięczę Ci się. - złapałem ją za biodra.
**Oczami Jasmine**
Złapał mnie za biodra i przycisnął moją twarz do jego. Czuć było od niego alkohol na kilometr. To było obrzydliwe. Zaczął mnie całować po szyi.
- Zostaw mnie Justin. - wyszeptałam.
- Przestań. Przecież wiem, że tego chcesz. - mówił nadal całując mnie po szyi.
Zaczął odpinać swoje spodnie, po czym zajął się moją bluzką. Naprawdę nie miałam teraz ochoty na takie gierki, tym bardziej, że jestem na niego wściekła. Zastanawiało mnie tylko gdzie był tyle czasu. Wątpię, że cały dzień przesiedział w barze. Zresztą Justin nigdy tak dużo nie pił!
Odepchnęłam go, a on zaczął na mnie krzyczeć.
-Kurwa! Staram się, chce Cię zadowolić, a Ty mnie odpychasz?! Co za szmata. - krzyknął, po czym mocno popchnął mnie na sofę i odszedł.
To cholernie bolało. Znowu czułam, że powraca agresywny Justin. Jak mogę żyć z takim człowiekiem?! Przecież on nigdy się nie zmieni ... Coraz bardziej wątpię, że kiedykolwiek to nastąpi.
_______________________________________________
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM!!! :)
Nie miałam weny do pisania, poza tym zaczęła się szkoła i nie miałam czasu. Rozdziały będą już dodawane regularnie. Co 3 dni będzie nowy rozdział! :D KOMENTUJCIE!
JUŻ WAS NIGDY NIE ZOSTAWIĘ. <333
KOCHAM WAS!!! *.* / W
Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)
sobota, 17 sierpnia 2013
Wielki powrót!
UWAGA!!!
BLOG NIE ZOSTANIE USUNIĘTY!!!
Hej! :)
Postanowiłam nie usuwać tego bloga i okropnie dziękuję Wam za te miłe i wspierające komentarze. Nie było mnie przez pewien czas, gdyż byłam w szpitalu. Coś ugryzło mnie w nogę i miałam mocne zapalenie. Między innymi chciałabym Was powiadomić o dwóch sprawach:
1. Nowy odcinek moich OPOWIADAŃ: http://www.youtube.com/watch?v=nfJ5O-A6rVQ
2. Już niedługo kolejny ROZDZIAŁ!
BLOG NIE ZOSTANIE USUNIĘTY!!!
Hej! :)
Postanowiłam nie usuwać tego bloga i okropnie dziękuję Wam za te miłe i wspierające komentarze. Nie było mnie przez pewien czas, gdyż byłam w szpitalu. Coś ugryzło mnie w nogę i miałam mocne zapalenie. Między innymi chciałabym Was powiadomić o dwóch sprawach:
1. Nowy odcinek moich OPOWIADAŃ: http://www.youtube.com/watch?v=nfJ5O-A6rVQ
2. Już niedługo kolejny ROZDZIAŁ!
niedziela, 28 lipca 2013
Informacja
Hej!
Ostatnio myślałam nad zakończeniem pisania tego blogu. Zrozumcie, że wstydzę się moich pierwszych rozdziałów! Nie wypominajcie mi ich. Wiecie, że najchętniej usunęłabym je i zaczęła pisać od nowa, ale nie mam czasu. Napisanie jednego rozdziału ostatnio sprawia mi problem, a co dopiero 20. Nikt z Was tak naprawdę nie byłby w stanie napisać 20 rozdziałów w jeden dzień, to nie realne ... Musicie mnie zrozumieć. Cały czas rozmyślam nad usunięciem wszystkich rozdziałów, a najlepiej skasowaniem tego bloga. Każdy mój rozdział jest do dupy. Co z tego, że fabuła jest fajna skoro styl pisania beznadziejny? Chciałabym umieć pisać wspaniałe rozdziały, takie które was zadowolą, ale nie umiem ... Nie umiem. Z drugiej jednak strony mam wiele pięknych chwil związanych z tym blogiem i czytelników, których nigdy nie zapomnę. Wyświetlenia mnie zaskakują, statystyki rosną, a ja tym bardziej nie wiem co zrobić. Boję się napisać rozdział, boję się, że Was zawiodę. Tak! Dostaję hejty, ale nie publikuję ich na blogu. Wiecie jak to boli? Nie, nie wiecie ...
Człowiek wyrywa z siebie siódme poty, stara się by napisać ten rozdział, a w zamian dostaję masę hejtów. Tacy hejterzy potrafią wypomnieć najmniejszy błąd. Ej! Ale ja mam tylko 11 lat.
MIMO WSZYSTKO DZIĘKUJĘ, ŻE KOMENTUJECIE, OBSERWUJECIE, FOLLOWUJECIE, PYTACIE, LAJKUJECIE I PODBIJACIE STATYSTYKI.
/ W
Ostatnio myślałam nad zakończeniem pisania tego blogu. Zrozumcie, że wstydzę się moich pierwszych rozdziałów! Nie wypominajcie mi ich. Wiecie, że najchętniej usunęłabym je i zaczęła pisać od nowa, ale nie mam czasu. Napisanie jednego rozdziału ostatnio sprawia mi problem, a co dopiero 20. Nikt z Was tak naprawdę nie byłby w stanie napisać 20 rozdziałów w jeden dzień, to nie realne ... Musicie mnie zrozumieć. Cały czas rozmyślam nad usunięciem wszystkich rozdziałów, a najlepiej skasowaniem tego bloga. Każdy mój rozdział jest do dupy. Co z tego, że fabuła jest fajna skoro styl pisania beznadziejny? Chciałabym umieć pisać wspaniałe rozdziały, takie które was zadowolą, ale nie umiem ... Nie umiem. Z drugiej jednak strony mam wiele pięknych chwil związanych z tym blogiem i czytelników, których nigdy nie zapomnę. Wyświetlenia mnie zaskakują, statystyki rosną, a ja tym bardziej nie wiem co zrobić. Boję się napisać rozdział, boję się, że Was zawiodę. Tak! Dostaję hejty, ale nie publikuję ich na blogu. Wiecie jak to boli? Nie, nie wiecie ...
Człowiek wyrywa z siebie siódme poty, stara się by napisać ten rozdział, a w zamian dostaję masę hejtów. Tacy hejterzy potrafią wypomnieć najmniejszy błąd. Ej! Ale ja mam tylko 11 lat.
MIMO WSZYSTKO DZIĘKUJĘ, ŻE KOMENTUJECIE, OBSERWUJECIE, FOLLOWUJECIE, PYTACIE, LAJKUJECIE I PODBIJACIE STATYSTYKI.
/ W
Subskrybuj:
Posty (Atom)