Byłam wręcz załamana tym co usłyszałam. Dlaczego to akurat mnie spotyka taki pech w życiu? Najchętniej wróciłabym do dzieciństwa. Oddałabym za to wszystko!
Lekarz wbiegł do sali, a ja patrzyłam przez szybę jak mój tata walczył o życie. To był straszny widok. Nie bałam się wtedy o siebie inne tego typu rzeczy. Obchodził mnie tylko mój tata. Nie chciałam go stracić ... Widać było, że lekarz robił wszystko co w jego mocy, a mój tata był cały zmęczony tą sytuacją. Nagle lekarz zasłonił Nam widok i kazał poczekać na korytarzu. Widziałam jak wyworzą mojego tatę z sali do innej - intensywnej terapii. Byłam zła na siebie, że wyjechałam do Los Angeles, tym samym zostawiając go tutaj, w Kanadzie. Jedynym powodem, który wywołał uśmiech na mojej twarzy, był fakt, że mój tata jednak żyje. 'Ucieszona' wtuliłam się w moją mamę, jak mała, bezbronna dziewczynka. Dawno się tak nie czułam. Fajnie jest tak wrócić do dzieciństwa... wtedy wszystko wydawało się takie proste. Brak problemów i płaczu. Otworzyłam załzawione oczy, gdy nagle ukazał mi się obraz Justina. Najchętniej przyłożyłabym mu i uwierzcie, że w tym momencie byłam zdolna do wszystkiego. Podeszłam do niego i zaczęłam pokazywać wyjście nic się nie odzywając. Mimo, że wyglądałam na spokojną i opanowaną to uwierzcie, że tak nie było. W środku pękałam, chciałam wyrzucić mu prosto w twarz co o nim sądzę. Jednak nie byłam do tego zdolna w takim miejscu. Zaczęłam iść w stronę wyjścia, a Justin udał się wraz ze mną. Przechodząc przez korytarz łzy lały się po moich policzkach. Nie wiedziałam co powiem Justinowi. Czułam jak patrzy się na mnie. Na moją twarz, na słoną ciesz spływającą po mojej twarzy. Zrozumiałam, że cały mój świat nagle się załamuję. Cichutko niszczy i choć wiem, że tak jest nie chcę się do tego przyznać. Nie chcę dopuścić do siebie myśli, że to już koniec. A jednak ...
Chciałam uchylić drzwi, by wyjść z sali pooperacyjnej, jednak Justin był szybszy. Zdziwiłam się. Spojrzałam na niego, jednak przez ułamek sekundy ten widok zbrzydł mi. Kiedyś wydawało mi się, że wiem o tym chłopaku wszystko - mimo, że w tamtym czasie znaliśmy się kilka miesięcy. Obecnie minęło już kilka lat, a mi zdaję się, że nic o nim nie wiem. Może to było tylko złudzenie. Może był kolejną ludzką marionetką, którą ktoś stale poruszał, nie dając jej swobody. Może po prostu się pomyliłam. W tej chwili próbowałam zrzucać całą winę na siebie. Chciałam usprawiedliwić Justina. Nie chciałam żywić do niego urazy.
W końcu doszliśmy do pobliskiej restauracji, która była połączona ze szpitalem. Justin pomógł mi zdjąć mi kurtkę. Zaczęła się nasza rozmowa, która miała wytłumaczyć wszystko.
- Hej - zaczął nieśmiało Justin. Widziałam jak nerwowo bawi się swoimi palcami. Chciał uniknąć kontaktu wzrokowego.
- Przejdźmy do rzeczy - odpowiedziałam surowo. - Chcę wiedzieć wszystko, od początku do końca. Proszę.
- Jasmine, wstydzę się o tym mówić. Jestem cholernym dupkiem, zrobiłem tyle złego. Tak wiele razy Cię zraniłem. - cały czas patrzył w stół.
- Do rzeczy, nie mam całego dnia. - mój głos był tak twardy i bezuczuciowy, dokładnie opisywał mój obecny stan.
- Tego wieczoru gdy wróciłem pijany byłem u Belli. - wreszcie uniósł wzrok i spojrzał na mnie. - Do niczego nie doszło, ale okazało się, że jest chora na raka. Chciałem wrócić do niej, zostawić Cię. Byłem naprawdę głupi. Nie wiedziałem co robię. Potem powiedziała, że jest w ciąży, więc tym bardziej nie mogłem jej zostawić. Czułbym się okropnie. - wziął oddech i kontynuował - W tamtym momencie myślałem tylko o niej. Nie wiedziałem co zrobić, więc poszedłem do pab'u obok. Tam spotkałem Ryan'a i to właśnie on przywiózł mnie z powrotem. Dalej nie pamiętam co się działo. Mam tylko urywek Twojego krzyku i płaczu. - posmutniał.
- Owszem, zraniłeś mnie i nie dziw się, że patrzę na Ciebie z pogardą. - opuściłam wzrok.
Justin widząc to złapał mnie gwałtownie za nadgarstki i odwrócił je. Ja momentalnie pisknęłam i zacisnęłam zęby z bólu. Justin spojrzał w miejsce którego wcześniej dotykał i ujrzał głębokie rany, oznaczające mój ból.
- Jasmine ... - połknął głośno ślinę. - To przeze mnie? - spojrzał na mnie zmartwionym i pełnym załamania wzrokiem.
- Zamknij się! - zaczęłam płakać. - Nie wiesz ile przez Ciebie nocy przepłakałam. Ile razy chodziłam z podkrążonymi oczami i siniakami na rękach. Co miałam kurde zrobić? Ciesz się, że jeszcze żyję. W jednej chwili załamał mi się cały świat. Jak myślisz, przez kogo, kurwa?
- Skarbie ... - powiedział załamany.
- Nie skarbuj do cholery! Już nigdy nie będę Twoim skarbem. Nie dzwoń, nie pisz. - poprosiłam gniewnym głosem.
- Czyli to już koniec Nas? Koniec tego wszystkiego? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy z nadzieją, że odpowiem "nie". Jednak nie tym razem.
- Tak, Justin ... - wstałam, założyłam kurtkę i odeszłam. - Żegnaj.
- Przepraszam ... - syknął cicho, ale wystarczająco bym go usłyszała.
_______________________________________________________________
Hej!!! :)))
Wiem, że postu długo nie było, ale to z powodu moich ciągłych obowiązków. Obecnie prowadzę 3 blogi i naprawdę nie mam już siły. Dobrze, że jest jeszcze Zuza, która już niedługo napiszę rozdział świąteczny. :D
Jak myślicie, Justin wreszcie weźmie się w garść? Jasmine wybaczy Justinowi czy to już ostateczny koniec?
Mój Ask - pytajcie o co chcecie,
proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój
e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan
Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod
słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter
- https://twitter.com/OpowiadaniaoJus
(followujcie)
Komentujcie. :3
Kocham Was bardzo < 3 W
wtorek, 17 grudnia 2013
środa, 13 listopada 2013
Rozdział 59 cz.3 !
Uspokajając mojego małego synka, który płakał za
Justinem, sama nie wierzyłam w to co mówię.
- Nie martw się skarbie - zaczęłam. - Ciiii ... niedługo tatuś wróci i będzie jak dawniej. - spojrzałam nie pewna swoich myśli w dół.
Weszłam na pokład pięknego samolotu, który leciał w kierunku Kanady. Olivierka zapięłam w zielonym foteliku i spróbowałam przekonać go do snu.
- A,a,a kotki dwa, szare bure obydwa ...
Przestałam widząc zamykające się powieki malucha. Teraz miałam wreszcie czas na swoje przemyślenia. Co dalej mam robić, w końcu Justin jest ojcem mojego dziecka i nie mogę go tak od razu przekreślić. Jednak na tą chwilę nie wyobrażam sobie dalszego życia z nim. Pamiętam, że jak byłam mała napisałam sobie listę życzeń, którą miałam nawet w walizce. Zaczęłam szperać w torbie, aż w końcu wyjęłam z niej świstek starego, zapisanego papieru. Pierwszym i najważniejszym punktem było "zawsze być szczęśliwą", dopiero potem były wpisy o moim pięknym księciu z białym rumakiem. Jednak co mi z tego zostało? Nie jestem księżniczką, która u swojego boku ma księcia, choć do tej pory miał być nim niby Justin, ani nie jestem szczęśliwa, więc co do cholery jest z tymi życzeniami? Kiedy wreszcie wszystko zacznie się układać? Nie rozumiem siebie. Tyle razy ten facet mnie zranił, tyle razy upokorzył i uderzył, a ja nadal go bronię i nie daję odejść. I to nie może być jedynie kwestia dziecka, bo gdyby tak było nie odeszłabym od niego nawet teraz. Musiało być coś na rzeczy. Tylko, że to cholerne, głupie 'coś' nie pozwala mi robić kroku na przód.Macie czasem tak, że jedna część mówi "Zrób to! Będzie lepiej!", a druga "Nie! Jeśli będziesz silna dasz radę wytrzymać!"? Ja miałam tak teraz.
-Prosimy zapiąć pasy, zaraz będziemy wylatywać- zakomunikowała stewardessa, a ja posłusznie to zrobiłam. Spojrzałam na ostatni punkt mojej listy: "Żyć długo i szczęśliwie"... Chciałabym żeby tak było, ale zgotowałam sobie nie do końca "Happy end". Momentalnie po moich policzkach zaczęły spływać słone, gorące łzy.
-Wszystko w porządku?- usłyszałam po mojej lewej stronie uprzejmy, kobiecy głos.
-W zasadzie to nie, ale nie chcę o tym rozmawiać.- uprzejmie uśmiechnęłam się.
-Och... Wiem, że coś w tobie siedzi. Widzę to w twoich oczach.Powiedz o co chodzi, ulży Ci- także posłała mi promienny uśmiech. W sumie to lepiej wyżalić się obcej osobie niż swoim bliskim.
-Ja...Nie wiem od czego zacząć...
-Najlepiej od początku- oby dwie zaśmiałyśmy się.
-Może opowiem w streszczeniu... Jestem nastoletnią matką, mój chłopak nadużywam mnie psychicznie jak i fizycznie oraz mój ociec właśnie trafił do szpitala w krytycznym stanie po zawale... Tsaa, to nie wygląda za ciekawie.
-Przykro mi... Musisz być silna. Powodzenia.- powiedziała. Reszta lotu minęła bardzo szybko, Olivier ciągle spał, a ja słuchałam muzyki na słuchawkach.Gdy już wysiadałam z samolotu nieznajoma powiedziała:
-To do zobaczenia, Jasmine.- Co? Przecież ja się nie przedstawiałam.
-Proszę pani! Skąd pani zna moje imię?! Halo!- krzyczałam,ale nie dostałam odpowiedzi, bo tajemnicza kobieta zniknęła za drzwiami lotniska. Nie marnując czasu zaczęłam szukać taksówki. Po pięciu minutach znalazłam wolną i wsiadłam do niej.
-Po proszę do szpitala.- powiedziałam do kierowcy, a ten czym prędzej ruszył. Z lotniska do szpitala więc po chwili szłam szpitalnymi korytarzami szukając mojej mamy.
-Jasmine!- usłyszałam krzyk. Należał on do mojej mamy. Podbiegłyśmy do siebie i przytuliłyśmy się.
-Co z tatą?- zapytałam. Gdy moja mama miała odpowiedzieć ktoś zawołał:
-Panie Brown! U pana Villegas nastąpiło zatrzymanie akcji serca!- w tym momencie mój cały świat się zawalił.
- Nie martw się skarbie - zaczęłam. - Ciiii ... niedługo tatuś wróci i będzie jak dawniej. - spojrzałam nie pewna swoich myśli w dół.
Weszłam na pokład pięknego samolotu, który leciał w kierunku Kanady. Olivierka zapięłam w zielonym foteliku i spróbowałam przekonać go do snu.
- A,a,a kotki dwa, szare bure obydwa ...
Przestałam widząc zamykające się powieki malucha. Teraz miałam wreszcie czas na swoje przemyślenia. Co dalej mam robić, w końcu Justin jest ojcem mojego dziecka i nie mogę go tak od razu przekreślić. Jednak na tą chwilę nie wyobrażam sobie dalszego życia z nim. Pamiętam, że jak byłam mała napisałam sobie listę życzeń, którą miałam nawet w walizce. Zaczęłam szperać w torbie, aż w końcu wyjęłam z niej świstek starego, zapisanego papieru. Pierwszym i najważniejszym punktem było "zawsze być szczęśliwą", dopiero potem były wpisy o moim pięknym księciu z białym rumakiem. Jednak co mi z tego zostało? Nie jestem księżniczką, która u swojego boku ma księcia, choć do tej pory miał być nim niby Justin, ani nie jestem szczęśliwa, więc co do cholery jest z tymi życzeniami? Kiedy wreszcie wszystko zacznie się układać? Nie rozumiem siebie. Tyle razy ten facet mnie zranił, tyle razy upokorzył i uderzył, a ja nadal go bronię i nie daję odejść. I to nie może być jedynie kwestia dziecka, bo gdyby tak było nie odeszłabym od niego nawet teraz. Musiało być coś na rzeczy. Tylko, że to cholerne, głupie 'coś' nie pozwala mi robić kroku na przód.Macie czasem tak, że jedna część mówi "Zrób to! Będzie lepiej!", a druga "Nie! Jeśli będziesz silna dasz radę wytrzymać!"? Ja miałam tak teraz.
-Prosimy zapiąć pasy, zaraz będziemy wylatywać- zakomunikowała stewardessa, a ja posłusznie to zrobiłam. Spojrzałam na ostatni punkt mojej listy: "Żyć długo i szczęśliwie"... Chciałabym żeby tak było, ale zgotowałam sobie nie do końca "Happy end". Momentalnie po moich policzkach zaczęły spływać słone, gorące łzy.
-Wszystko w porządku?- usłyszałam po mojej lewej stronie uprzejmy, kobiecy głos.
-W zasadzie to nie, ale nie chcę o tym rozmawiać.- uprzejmie uśmiechnęłam się.
-Och... Wiem, że coś w tobie siedzi. Widzę to w twoich oczach.Powiedz o co chodzi, ulży Ci- także posłała mi promienny uśmiech. W sumie to lepiej wyżalić się obcej osobie niż swoim bliskim.
-Ja...Nie wiem od czego zacząć...
-Najlepiej od początku- oby dwie zaśmiałyśmy się.
-Może opowiem w streszczeniu... Jestem nastoletnią matką, mój chłopak nadużywam mnie psychicznie jak i fizycznie oraz mój ociec właśnie trafił do szpitala w krytycznym stanie po zawale... Tsaa, to nie wygląda za ciekawie.
-Przykro mi... Musisz być silna. Powodzenia.- powiedziała. Reszta lotu minęła bardzo szybko, Olivier ciągle spał, a ja słuchałam muzyki na słuchawkach.Gdy już wysiadałam z samolotu nieznajoma powiedziała:
-To do zobaczenia, Jasmine.- Co? Przecież ja się nie przedstawiałam.
-Proszę pani! Skąd pani zna moje imię?! Halo!- krzyczałam,ale nie dostałam odpowiedzi, bo tajemnicza kobieta zniknęła za drzwiami lotniska. Nie marnując czasu zaczęłam szukać taksówki. Po pięciu minutach znalazłam wolną i wsiadłam do niej.
-Po proszę do szpitala.- powiedziałam do kierowcy, a ten czym prędzej ruszył. Z lotniska do szpitala więc po chwili szłam szpitalnymi korytarzami szukając mojej mamy.
-Jasmine!- usłyszałam krzyk. Należał on do mojej mamy. Podbiegłyśmy do siebie i przytuliłyśmy się.
-Co z tatą?- zapytałam. Gdy moja mama miała odpowiedzieć ktoś zawołał:
-Panie Brown! U pana Villegas nastąpiło zatrzymanie akcji serca!- w tym momencie mój cały świat się zawalił.
__________________________________________________
Kim jest tajemnicza kobieta z samolotu i czy wpłynie na życie Jasmine?
A co z tatą Jasmine, czy przeżyje?
Wiem, zawaliłam na całej linii. Rozdział nie jest idealny i nie było go przez bardzo długi czas.Przykro mi. :(
Jak podoba wam się rozdział? ^^ Początek napisała Wiktoria i serdecznie jej dziękuje <3 Dziękuje też wam za te wszystkie miłe komentarze <3
~Z.
niedziela, 20 października 2013
Rozdział 58 cz.3!
Wiele się działo przez te ostatnie kilka dni. W sumie na tą chwilę nie byłam w stanie ułożyć żadnego logicznego zdania. Mój ojciec zachorował, chłopak jest bipolarnym tyranem, mam nieślubne dziecko, a moja przyjaciółka nie żyje ... gorzej być nie mogło. W każdym razie nie wiem co mu powiedzieć. Rozumiem, że może sobie nie radzić z pewnymi rzeczami, ale chyba od tego jestem JA, żeby mu w takich sytuacjach pomóc. Nie zawsze jestem w stanie znieść jego humorków i wiem, że taka zmiana jak przeprowadzka na pewno mi pomoże. W końcu Bieber musi zrozumieć, że nie jestem jego własnością ani zabawką, którą rzucasz kiedy tylko Ci się znudzi w kąt, a gdy masz dobry humor bawisz się nią. Musiałam jednak coś odpowiedzieć, więc zaczęłam ...
- Kurde, co ty sobie myślisz?! Nie jestem Twoją własnością, nie masz prawa traktować mnie jak śmiecia. - rozpłakałam się. - Mam dość Twoich krzyków, piąstek, uderzeń, popchnięć i innych tego typu rzeczy. Ciągle jest dla Ciebie za głośno. Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpadam jak w próżni, by tylko Cię nie obudzić gdy jesteś pod wpływem alkoholu. Cholera kocham Cię i trudno mi o Tobie zapomnieć, o naszych wspaniałych wspomnieniach! O wszystkim co związane z Tobą. Mogłabym Ci opisać każdy dzień, każde moje uczucie w danej sytuacji, a ty co? Nic. Zdradzasz mnie za każdym razem gdy masz słaby dzień. Szukasz ukojenia w seksie i to jeszcze z inną kobietą. Nie zdajesz sobie jednak sprawy, że to mnie okropnie rani. - z moich oczu płynął wodospad świeżych, zranionych oraz przepełnionych emocjami łez. - A najgorsze jest to, że kiedy ktoś cię opuści, poza tym, że za nim tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko, co widzisz albo robisz, przypomina ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, kogo kochasz, i tak się właśnie czuję.
- Egh ... skarbie ... - zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
- Kurwa, nie skarbuj mi tu teraz! - odetchnęłam z ulgą, że mogłam mu to powiedzieć.
Widziałam w tej chwili chęć Justina, żeby mnie uderzyć, ale gdy podniósł piąstkę nagle się powstrzymał, jakby coś sobie uświadomił. W sumie to zaimponowało mi to, ale nadal żywiłam nienawiść do niego. Czy go nadal kocham? Jeszcze niedawno bez wahania powiedziałabym, że 'tak', ale na tą chwilę nie jestem pewna moich uczuć do niego. Jestem osobą, która pewne słowa i czyny pamięta bardzo długo, a czasem nawet do końca życia. Najchętniej to zapomniałabym o tym wszystkim i znalazła sobie nowego partnera życiowego. Ale w dzisiejszych czasach trudno jest to zrobić ... trudno jest zacząć od nowa, a już najtrudniej jest zapomnieć, to zdecydowanie najtrudniejsza rzecz jaką kiedyokolwiek można by zrobić, mogę powiedzieć, że w niektórych przypadkach niewykonalna, nasz związek to idealny przykład. Jednak ja ciągle jestem w przekonaniu, że to Justin jest moją drugą połówką, którą przez wiele lat i porażek szukałam. Wszystko świetnie by się układało i uwierzcie mi, że bylibyśmy najlepszą parą w Los Angeles, gdyby nie Justin. Czasami nawet zastanawiam się czy to czasem nie moja wina i próbuję na siłę usprawiedliwić Justina, ale nie widzę tutaj nawet grama mojego złego postępowania. Oczywiście, że człowiek nigdy nie jest bez winy i nie ma ludzi idealnych, ale ja niczemu nie zawiniłam. A może to tak jest, może właśnie tak miało być! A może to ja jestem winna jego zachowaniu? Może to przeze mnie taki jest? A może chcę zakończyć nasz związek, bo pokochał inną osobę? Mogę z pewnością przyznać, że mam okropny mętlik w głowie.
- Justin, mój ojciec jest chory! Muszę jak najszybciej jechać do Kanady. - zaczęłam płakać i jak najszybciej chciałam uniknąć kontaktu wzrokowego z Justinem.
- Ale jak to? Jasmine ... - cały czas próbował spojrzeć w moje oczy, a ja uparcie broniłam, by tego nie robił i ocierałam łzy, tak, że oczy momentalnie zrobiły się czerwone.
- Jedź do domu! Ja z małym wyjadę, jest to dla nas potrzebne, zrozum to. Zaufaj mi, odpoczniemy od siebie i to nam dobrze zrobi. - złapał mój podbródek.
- Kocham Cię, okej? - i pocałował, a ja zachowując się podle, ale i sprawiedliwie z jego strony odepchnęłam go.
- Dobra Justin, idź już, proszę Cię. - spuściłam głowę, a Justin był w wielkim szoku mojego postępowania.
Odwróciłam się i powolnym krokiem odeszłam. Widziałam ludzi patrzących się na mnie, ale ja jednak szukałam tylko jedynego wzroku, pięknych, piwnych tęczówek Justina, które kiedyś codziennie się spotykały z moimi czarnymi. Brakowało mi go, choć rozstaliśmy się niecałe 2 minuty temu. Obiecywałam mu, że to niczego między nami nie zmieni i, że wszystko będzie dobrze, choć szczerze mówiąc sama w to wątpiłam ...
__________________________________________________
Hej! :D
Powracam do Was, ja - Wiktoria! <3 Mam nadzieję, że po długim wyczekiwaniu rozdziału napisanego przeze mnie nie zawiedliście się. A teraz takie małe pytanie: ,,Jak waszym zdaniem sprawuje się nowa autorka?" Zależy mi, gdyż to pozwoli mi w decyzji czy 'zatrudnić' ją na stałe. :)
Jak myślicie czy Justin tak łatwo odpuści? Co jest z ojcem Jasmine?
To wszystko w następnym rozdziale, który napisze Zuzia! ^__^
Komentujcie.
- Kurde, co ty sobie myślisz?! Nie jestem Twoją własnością, nie masz prawa traktować mnie jak śmiecia. - rozpłakałam się. - Mam dość Twoich krzyków, piąstek, uderzeń, popchnięć i innych tego typu rzeczy. Ciągle jest dla Ciebie za głośno. Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpadam jak w próżni, by tylko Cię nie obudzić gdy jesteś pod wpływem alkoholu. Cholera kocham Cię i trudno mi o Tobie zapomnieć, o naszych wspaniałych wspomnieniach! O wszystkim co związane z Tobą. Mogłabym Ci opisać każdy dzień, każde moje uczucie w danej sytuacji, a ty co? Nic. Zdradzasz mnie za każdym razem gdy masz słaby dzień. Szukasz ukojenia w seksie i to jeszcze z inną kobietą. Nie zdajesz sobie jednak sprawy, że to mnie okropnie rani. - z moich oczu płynął wodospad świeżych, zranionych oraz przepełnionych emocjami łez. - A najgorsze jest to, że kiedy ktoś cię opuści, poza tym, że za nim tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko, co widzisz albo robisz, przypomina ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, kogo kochasz, i tak się właśnie czuję.
- Egh ... skarbie ... - zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
- Kurwa, nie skarbuj mi tu teraz! - odetchnęłam z ulgą, że mogłam mu to powiedzieć.
Widziałam w tej chwili chęć Justina, żeby mnie uderzyć, ale gdy podniósł piąstkę nagle się powstrzymał, jakby coś sobie uświadomił. W sumie to zaimponowało mi to, ale nadal żywiłam nienawiść do niego. Czy go nadal kocham? Jeszcze niedawno bez wahania powiedziałabym, że 'tak', ale na tą chwilę nie jestem pewna moich uczuć do niego. Jestem osobą, która pewne słowa i czyny pamięta bardzo długo, a czasem nawet do końca życia. Najchętniej to zapomniałabym o tym wszystkim i znalazła sobie nowego partnera życiowego. Ale w dzisiejszych czasach trudno jest to zrobić ... trudno jest zacząć od nowa, a już najtrudniej jest zapomnieć, to zdecydowanie najtrudniejsza rzecz jaką kiedyokolwiek można by zrobić, mogę powiedzieć, że w niektórych przypadkach niewykonalna, nasz związek to idealny przykład. Jednak ja ciągle jestem w przekonaniu, że to Justin jest moją drugą połówką, którą przez wiele lat i porażek szukałam. Wszystko świetnie by się układało i uwierzcie mi, że bylibyśmy najlepszą parą w Los Angeles, gdyby nie Justin. Czasami nawet zastanawiam się czy to czasem nie moja wina i próbuję na siłę usprawiedliwić Justina, ale nie widzę tutaj nawet grama mojego złego postępowania. Oczywiście, że człowiek nigdy nie jest bez winy i nie ma ludzi idealnych, ale ja niczemu nie zawiniłam. A może to tak jest, może właśnie tak miało być! A może to ja jestem winna jego zachowaniu? Może to przeze mnie taki jest? A może chcę zakończyć nasz związek, bo pokochał inną osobę? Mogę z pewnością przyznać, że mam okropny mętlik w głowie.
- Justin, mój ojciec jest chory! Muszę jak najszybciej jechać do Kanady. - zaczęłam płakać i jak najszybciej chciałam uniknąć kontaktu wzrokowego z Justinem.
- Ale jak to? Jasmine ... - cały czas próbował spojrzeć w moje oczy, a ja uparcie broniłam, by tego nie robił i ocierałam łzy, tak, że oczy momentalnie zrobiły się czerwone.
- Jedź do domu! Ja z małym wyjadę, jest to dla nas potrzebne, zrozum to. Zaufaj mi, odpoczniemy od siebie i to nam dobrze zrobi. - złapał mój podbródek.
- Kocham Cię, okej? - i pocałował, a ja zachowując się podle, ale i sprawiedliwie z jego strony odepchnęłam go.
- Dobra Justin, idź już, proszę Cię. - spuściłam głowę, a Justin był w wielkim szoku mojego postępowania.
Odwróciłam się i powolnym krokiem odeszłam. Widziałam ludzi patrzących się na mnie, ale ja jednak szukałam tylko jedynego wzroku, pięknych, piwnych tęczówek Justina, które kiedyś codziennie się spotykały z moimi czarnymi. Brakowało mi go, choć rozstaliśmy się niecałe 2 minuty temu. Obiecywałam mu, że to niczego między nami nie zmieni i, że wszystko będzie dobrze, choć szczerze mówiąc sama w to wątpiłam ...
__________________________________________________
Hej! :D
Powracam do Was, ja - Wiktoria! <3 Mam nadzieję, że po długim wyczekiwaniu rozdziału napisanego przeze mnie nie zawiedliście się. A teraz takie małe pytanie: ,,Jak waszym zdaniem sprawuje się nowa autorka?" Zależy mi, gdyż to pozwoli mi w decyzji czy 'zatrudnić' ją na stałe. :)
Jak myślicie czy Justin tak łatwo odpuści? Co jest z ojcem Jasmine?
To wszystko w następnym rozdziale, który napisze Zuzia! ^__^
Komentujcie.
poniedziałek, 14 października 2013
Rozdział 57 cz. 3!
-Jasmine, ja przepraszam za wszystko.-zaczął niepewny- Po prostu mam za dużo po prostu mam za dużo problemów.
-Ale, alkohol nie jest najlepszym rozwiązaniem. Możesz mi powiedzieć o wszystkim i spróbujemy razem to rozwiązać.- pomimo wszystko chciałam mu pomóc. Jeśli na prawdę się kochamy powinniśmy walczyć o nas.A do tego chciałam żeby Olivier wychowywał się z ojcem, w kochającej rodzinie.
-Ale ja nie mogę.
-Jak to nie możesz?
-Normalnie!- znów wrócił bipolarny Justin- Jasmine, po prostu wybacz mi i będzie po sprawie!
-Po sprawie?! Ty się słyszysz człowieku?-uniosłam głos, lecz nie krzyczałam by nie obudzić śpiącego synka- Myślisz że jedno głupie przepraszam zmieni wszystko i tak po prostu całe zło się ulotni? Ja przecież nawet nie wiem co się stało, że tak się zachowałeś! Nie dam się tym razem tak łatwo.
-Wiesz co?! Żałuję, że w ogóle się z tobą związałem. Przez ciebie są same problemy!
Czy on właśnie powiedział...? Nie, to nie może być prawda. Jasmine uspokój się jest pod wpływem alkoholu i Bóg wie co jeszcze. Po prostu muszę zapomnieć o tych słowach. Tym razem to ja wygram tę walkę.
-Ja powoduję wszystkie problemy? Tak, bo to ja wychodzę w nocy i upijam się. Czy ty w ogóle pamiętasz w takich momentach że masz mnie, syna i dom?- to go zatkało. Wiedziałam że nie będzie się spodziewał tego, że się nie poddam.- Co ? Teraz nie masz nic do powiedzenia?
-Pamiętam! I właśnie dlatego piję. Zniszczyłaś my życie tym swoim synem! Lepiej byłoby jakbym nie przeprowadził się do Kanady, nie poznałbym ciebie i teraz prowadziłbym życie tak jak wcześniej.
- Chcesz żyć tak jak wcześniej? Proszę bardzo, zabieram Oliviera i wyjeżdżam!
-Rób co chcesz! Nie obchodzi mnie co robisz!-krzyknął Justin w czasie gdy ja biegłam już do pokoju by wziąć Olivierka.
Z mojej szafy wyjęłam walizkę i zaczęłam w nią pakować potrzebne rzeczy i ubrania. Gdy już zapinałam walizkę zadzwonił mój telefon. Kto dzwoni o tej porze? Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mojej mamy.
Przesunęłam palcem zieloną słuchawkę i przyłożyłam do ucha mojego iPhone'a.
-Halo?- zapytałam nieco zdziwiona. Przecież moja mama lub mój tata nie dzwonili do mnie już od dłuższego czasu.
-Jasmine...Tata jest w szpitalu.
-Co? Dlaczego?
-On miał zawał. Przed chwilą przywieziono go do szpitala. Jest w krytycznym stanie.- wiedziałam, że moja mama zaraz się rozpłacze.- P-proszę przyjedź tu..
-Mamo, jadę na lotnisko. Trzymaj się, kocham Cię.-rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź. Wzięłam na ręce już obudzonego Oliviera i zaczęłam go ubierać, po czym sama włożyłam buty i kurtkę. Do jednej ręki wzięłam syna, a drugą ciągnęłam walizkę po schodach.
-Ale, alkohol nie jest najlepszym rozwiązaniem. Możesz mi powiedzieć o wszystkim i spróbujemy razem to rozwiązać.- pomimo wszystko chciałam mu pomóc. Jeśli na prawdę się kochamy powinniśmy walczyć o nas.A do tego chciałam żeby Olivier wychowywał się z ojcem, w kochającej rodzinie.
-Ale ja nie mogę.
-Jak to nie możesz?
-Normalnie!- znów wrócił bipolarny Justin- Jasmine, po prostu wybacz mi i będzie po sprawie!
-Po sprawie?! Ty się słyszysz człowieku?-uniosłam głos, lecz nie krzyczałam by nie obudzić śpiącego synka- Myślisz że jedno głupie przepraszam zmieni wszystko i tak po prostu całe zło się ulotni? Ja przecież nawet nie wiem co się stało, że tak się zachowałeś! Nie dam się tym razem tak łatwo.
-Wiesz co?! Żałuję, że w ogóle się z tobą związałem. Przez ciebie są same problemy!
Czy on właśnie powiedział...? Nie, to nie może być prawda. Jasmine uspokój się jest pod wpływem alkoholu i Bóg wie co jeszcze. Po prostu muszę zapomnieć o tych słowach. Tym razem to ja wygram tę walkę.
-Ja powoduję wszystkie problemy? Tak, bo to ja wychodzę w nocy i upijam się. Czy ty w ogóle pamiętasz w takich momentach że masz mnie, syna i dom?- to go zatkało. Wiedziałam że nie będzie się spodziewał tego, że się nie poddam.- Co ? Teraz nie masz nic do powiedzenia?
-Pamiętam! I właśnie dlatego piję. Zniszczyłaś my życie tym swoim synem! Lepiej byłoby jakbym nie przeprowadził się do Kanady, nie poznałbym ciebie i teraz prowadziłbym życie tak jak wcześniej.
- Chcesz żyć tak jak wcześniej? Proszę bardzo, zabieram Oliviera i wyjeżdżam!
-Rób co chcesz! Nie obchodzi mnie co robisz!-krzyknął Justin w czasie gdy ja biegłam już do pokoju by wziąć Olivierka.
Z mojej szafy wyjęłam walizkę i zaczęłam w nią pakować potrzebne rzeczy i ubrania. Gdy już zapinałam walizkę zadzwonił mój telefon. Kto dzwoni o tej porze? Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mojej mamy.
Przesunęłam palcem zieloną słuchawkę i przyłożyłam do ucha mojego iPhone'a.
-Halo?- zapytałam nieco zdziwiona. Przecież moja mama lub mój tata nie dzwonili do mnie już od dłuższego czasu.
-Jasmine...Tata jest w szpitalu.
-Co? Dlaczego?
-On miał zawał. Przed chwilą przywieziono go do szpitala. Jest w krytycznym stanie.- wiedziałam, że moja mama zaraz się rozpłacze.- P-proszę przyjedź tu..
-Mamo, jadę na lotnisko. Trzymaj się, kocham Cię.-rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź. Wzięłam na ręce już obudzonego Oliviera i zaczęłam go ubierać, po czym sama włożyłam buty i kurtkę. Do jednej ręki wzięłam syna, a drugą ciągnęłam walizkę po schodach.
***Oczami Justina***
Słysząc kółka walizki odbijająca się od stopni schodów z każdym krokiem Jasmine, podniosłem głowę. Ona mówiła serio gdy się kłóciliśmy. Nie wiedziałem co powiedzieć, lecz moja narzeczona (może była) odezwała się :
-Teraz możesz pić, ćpać lub robić cokolwiek chcesz, ale mnie i Olivierka w to nie mieszaj.- powiedziała. Puściła rączkę walizki, po czym zdjęła pierścionek zaręczynowy i rzuciła go w moim kierunku. Przeszła przez korytarz, trzasnęła drzwiami,a w domu zapadła cisza którą przerwało tylko tykanie zegara.Czy ona właśnie odwołała ślub? To niemożliwe. Nie mogę jej stracić. Nie miałem na myśli tego wszystkiego gdy się kłóciliśmy. To był impuls, pod wpływem chwili.Gdybym dał jej odejść byłbym największym idiotą na świecie, którym i tak już siebie sam uczyniłem.Nie wiem gdzie Jasmine chce wyjechać, ale na pewno pojechała na lotnisko. Przez tą kłótnie momentalnie wytrzeźwiałem, więc szybko wybiegłem z domu i zasiadłem za kierownicą. Przekraczając na liczniku 100km/h w ekspresowym tempie dotarłem na lotnisko. Wśród tłumu obcych mi ludzi dostrzegłem Jasmine, która miała już wykupiony bilet i stała w kolejce do odprawy.
-Jasmine!- krzyknąłem zwracając też na siebie uwagę innych ludzi- Kochanie, ty nie możesz wyjeżdżać. Ja Cię kocham, to co powiedziałem wtedy nie było prawdą. Jesteś najlepszą rzeczą, która spotkała mnie w życiu. Nie mógłbym bez ciebie żyć. Za wszystko przepraszam, za łzy, ból i za to, że jestem takim idiotą.Nie zasługuję na ciebie, ale proszę. Wybacz mi.
Widać było, że była bardzo zmieszana. Po paru minutach ciszy, zaczęła mówić ...
_______________________________________________
Hej :) Tu nowa współautorka bloga. Mam nadzieję że podoba wam się rozdział i styl pisania :) Za wszystkie będę przepraszam, i do następnego :)
Jak myślicie czy Jasmine wybaczy Justinowi? A co z jej tatą? Czy przeżyje?...
/ Z
środa, 9 października 2013
INFORMACJA CO DO ROZDZIAŁÓW / OPOWIADANIA / ADMINISTARTOREK
UWAGA! :/
Niestety mam przykrą wiadomość. Nie mam pomysłu na dalsze pisanie tego bloga. ALE JAK OBIECAŁAM NIE SKOŃCZĘ GO PISAĆ!!! Już od paru tygodni staram się napisać doskonały rozdział, ale NIE WYCHODZI MI TO!
Potrzebuję pomocy, NARAZIE NA OKRES PRÓBNY!
PS. Ja oczywiście dalej będę się udzielała. I jak zawsze będę się podpisywała / W
Pozdrawiam
Wiktoria
Chętni pisać na facebooku! :D https://www.facebook.com/OpowiadaniaOJustinieBieberzeFanClub?skip_nax_wizard=true#
Niestety mam przykrą wiadomość. Nie mam pomysłu na dalsze pisanie tego bloga. ALE JAK OBIECAŁAM NIE SKOŃCZĘ GO PISAĆ!!! Już od paru tygodni staram się napisać doskonały rozdział, ale NIE WYCHODZI MI TO!
Potrzebuję pomocy, NARAZIE NA OKRES PRÓBNY!
PS. Ja oczywiście dalej będę się udzielała. I jak zawsze będę się podpisywała / W
Pozdrawiam
Wiktoria
Chętni pisać na facebooku! :D https://www.facebook.com/OpowiadaniaOJustinieBieberzeFanClub?skip_nax_wizard=true#
Oczywiście
wybieram osoby, które mają talent do pisania. Musicie mi coś
zaoferować, dać swoje propozycje i blogi na których piszecie
opowiadania, LUB obojętnie, jakieś krótkie opowiadanie do sprawdzenia!
Później odpiszę Wam czy nadajecie się.
Jednak pamiętajcie, że w każdym momencie mogę usunąć
Wasz rozdział, gdyby nie podobał mi się styl pisania bądź tematyka. :)
Do tej pory sama prowadziłam tego bloga. :D
/ W
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 56 cz.3!
Zaczekałam, aż Justin uśnie. Kiedy to nastąpiło udałam się po swoją piżamę do sypialni, cicho otwierając drzwi weszłam do pomieszczenia. To staje się coraz głupsze, od kiedy boję się wejść do własnej sypialni?! Przecież to nie mieści się w głowie. Do jakiego stanu musiał mnie doprowadzić?! Wyjęłam piżamę i szybko wyszłam z pokoju. Będąc już w toalecie zaczęłam się rozbierać. Weszłam do kabiny prysznicowej i zaczęłam się myć. Byłam pewna, że zimny prysznic mnie ożywi. Ja już naprawdę nie wiem co mam ze swoim życiem dalej robić. Straciłam moją jedyną przyjaciółkę, mój partner jest agresywny, mam nieślubne dziecko i wszystko się sypie. Chciałabym uciec stąd i wrócić jak to wszystko się skończy. Byłoby naprawdę wyśmienicie gdyby tak dało się zrobić. Przed wszystkim udaję, że jest dobrze, ale w środku pękam.
Co z tego, że w towarzystwie się śmieję,
skoro w samotności płaczę. Co z tego, że wśród znajomych jestem
zadowolona, skoro wracam do domu i nie potrafię się cieszyć. Co z tego,
że mówię, że nic mi nie jest, skoro naprawdę moja dusza cierpi. Może i
jestem choć trochę szczęśliwa, wiecznie chodzę uśmiechnięta, rozdaję
każdemu nieco dobrego humoru, ale to nie zmieni tego, że czasem jeszcze
płaczę do poduszki, jestem zagubiona chłodnego, samotnego wieczoru
odczuwając ból i tęsknotę. Bo na zewnątrz mogę wydawać się szczęśliwą
osobą, ale nikt nie wie, co naprawdę ukrywa się w środku. Wiem to tylko ja. Nawet Justin tego nie widzi, potrafi przesiedzieć całą noc nagrywając piosenki. Rozumiem, że ma swoje Beliebers, ale ja też istnieje! Uwielbiam jego fanki i naprawdę bardzo je szanuję, ale mimo wszystko ja też czasem go potrzebuję. A on cały czas zupełnie poświęca się pracy. Nie widzi moich potrzeb, nie wie jak okropnie go potrzebuję. A to boli! Cholernie boli. Uśmiech jednak nie zawsze wyraża radość, czasami ukrywa największy ból ... u mnie jest dokładnie tak samo. Nienawidzę się smucić, ale nie umiem uśmiechać. Nie umiem być już wesoła, bo zawsze gdy próbuję się uśmiechnąć lub wywołać z siebie najmniejszy śmiech coś mi przeszkadza Gdy wszystkie się psuje w mojej głowie jest jedno często zadawane pytanie: ,, Jak życie jest do dupy, to gdzie się składa reklamacje?" Może to głupie, ale tak właśnie jest. Zimne krople wody spływały po moim rozgrzanym ciele. Wiem, że to nie jest zbyt dobre połączenie, ale przecież nie wszystko musi do siebie idealnie pasować. Poza tym w moim życiu ostatnio nic do siebie nie pasuję, ale tak to już czasem bywa. Zaczęłam myć się gąbką i wydobywać z siebie ciche jęki, które powodowane były lodowatą wodą. Mimo, że powoduje to lekki ból, to uwielbiam zimne prysznice. Uwielbiam, bo właściwie tylko wtedy mam czas by wszystko sobie w spokoju przemyśleć i zadecydować o moim dalszym życiu. W końcu to ja decyduję co będę robiła i z kim żyła. Może Justin jest już tym zmęczony i dlatego tak się zachowuję? Jeśli mam być szczera to sama nie wiem. Kocham go, tak cholernie go kocham, a on mnie ignoruję, bije i poniża! Czasem jest kochany, a po kilku minutach staje się chamskim gnojkiem. Wiele myśli mam teraz w mojej głowie. A może ma kochankę? Może już mnie nie kocha? Przecież w końcu musi być jakieś wytłumaczenie! Bez powodu by się tak nie zachowywał! Tak bardzo chciałabym, żeby była przy mnie Arianna. Miałabym do kogo się przytulić i komu się wyżalić. Gdy jej nie ma nie radzę sobie. Nie daję rady z niczym! Przyzwyczaiłam się do jej obecności. Od dziecka rozumiemy się jak nikt inny. Nigdy nie zabrakło Nam tematów do rozmów! Była moją przyjaciółką i zawsze nią będzie!!! Choćby nie wiem co. Wyszłam z kabiny prysznicowej i wytarłam się moim ulubionym ręcznikiem z dzieciństwa. Przypomniały mi się świetne stare czasy, do których chciałabym okropnie wrócić. Przebrałam się w moją piżamkę w kropki i poczułam się jak dziecko. Dziecko, które niczym się nie przejmuję, a jego jedynym problemem jest to czy będzie miał daną zabawkę ze sklepu, czy nie. Wychodząc lekko zamknęłam drzwi, by nie obudzić Justina. Zobaczyłam czarną postać siedzącą na kanapie w salonie. Przestraszyłam się i jak najszybciej chciałam dowiedzieć się kto to. Okazało się, że na sofie siedzi załamany Justin, ledwo powstrzymujący się od łez. Podeszłam do niego i usiadłam. On zaczął mi wszystko tłumaczyć ...
_____________________________________________________________
I to tyle! :D Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Spóźniłam się o jeden dzień, bo miałam wczoraj naprawdę dużo lekcji do odrobienia, poza tym dzisiaj miałam 3 kartkówki które chciałam jak najlepiej zdać więc cały dzień się uczyłam. :) Kolejny rozdział za TRZY dni!!! :]
KOMENTUJCIE !!! :))
KOCHAM WAS! ♥ / W
Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)
_____________________________________________________________
I to tyle! :D Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Spóźniłam się o jeden dzień, bo miałam wczoraj naprawdę dużo lekcji do odrobienia, poza tym dzisiaj miałam 3 kartkówki które chciałam jak najlepiej zdać więc cały dzień się uczyłam. :) Kolejny rozdział za TRZY dni!!! :]
KOMENTUJCIE !!! :))
KOCHAM WAS! ♥ / W
Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)
poniedziałek, 9 września 2013
Rozdział 55 cz.3!
Wiem, że zatapianie wszystkich swoich problemów w alkoholu to nie najlepszy pomysł, ale na tą chwilę nie mam lepszego. Podszedłem do baru i zamówiłem 5 piw. Zauważyłem mojego starego kumpla, Ryan'a i pokazałem gest ręką by podszedł do baru. Przywitałem się z nim tak jak za dawnych czasów. Poczułem, że nadal jestem dzieckiem, tym który biegał po podwórku, paprał się w błocie po czym przychodził zadowolony do domu i po prostu dalej cieszył się swoim spokojnym życiem. Rzeczywiście, dzieciństwo to wspaniały okres, nie musisz przejmować się pieniędzmi, rodziną i swoją partnerką. Nie wiesz co to znaczy "sex" i jest Ci z tym dobrze. Życie po prostu jest zupełnie łatwiejsze ...
- Hej, Bracie! - zaczął Ryan.
- Hej, Stary! - przywitałem się z moim "bratem".
Nasza przyjaźń jest dziwna. Kłócimy się praktycznie bez przerwy, ale mimo to mamy siłę by wstać i pogodzić się. Mimo iż nie łączy mnie z nim braterska więź, ani DNA mogę nazwać go moim 'bratem'. Jest człowiekiem, który wie o mnie wszystko. Ostatnio jednak oddaliliśmy się od siebie i okropnie tego żałuję. Najprawdopodobniej już nigdy tego nie odwrócimy, ale będę się starał. Będę się cholernie starał żeby powróciła to mnie jedyna bliska mi w tej chwili osoba. Pamiętam jak Ryan mnie wspierał w drodze na szczyt. Był jedyną mi tak bliską osobą. Z nim wszystko było prostsze.
- Jak tam? - zapytał, a mi posmutniał wyraz twarzy.
- Nie za dobrze. - opuściłem wzrok i spojrzałem na podłogę. - Bella zachorowała na raka, Jasmine się cały czas obraża. Ja już nie wytrzymuję. Niby kocham Jasmine, ale nie mogę zostawić Belli. Okazało się, że miała ze mną dziecko i usunęła ciążę. Wiesz jak ja się z tym czuję? Nie, kurwa nikt nie wie! - zdenerwowałem się.
- Stary! Spokojnie. Pamiętaj tylko, że rodzinę założyłeś z Jasmine. Jesteś już z nią tyle lat. A Bella to był jednorazowy przypadkowy wypad. Chcesz przekreślić Jas i Olivierka dla jednej naiwnej dziewczyny? Rozumiem, że jej współczujesz, ale nie kochasz jej. Wmawiasz to sobie, bo przykro ci z jej powodu. To nie jest miłość! - tłumaczył Ryan.
W tej chwili wszystko nabrało kolorów. Może rzeczywiście nie kocham Belli? Może to tylko zwykłe współczucie? Jednak jeśli mam być szczery to nic już nie wiem. Nie wiem czy nadal kocham tak samo jak kiedyś Jasmine. Nie wiem czy jestem gotowy na rodzinę. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzę. Kompletna pustka, nic nie wiem ... To dla mnie okropne wyzwanie. Muszę porozmawiać o tym z Jasmine.
**Godzinę później w pabie**
Odblokowałem swojego czarnego BlackBerrego i wyświetliło mi się 40 nieodebranych połączeń od Jasmine. Nie wyobrażałem sobie jak bardzo mogła się martwić. Byłem już zupełnie pijany. Chwiejnym krokiem podszedłem do samochodu Ryan'a i udałem się w stronę mojego domu.
- Justin nie za dużo tej wódki? - zapytał zmartwiony Ryan.
- Ehh ... wszystkiego już za dużo. - zacząłem śmiać się byle z czego, aż do końca drogi.
Nagle samochód się zatrzymał. Wyszedłem z niego ledwo utrzymując się na nogach.
- Pomóc Ci? - zapytał kolega.
- Nie. Dam sobie radę. Dzięki, Brachu! Trzymaj się. - ruszyłem w stronę domu.
Otworzyłem drzwi i zatrzasnąłem je nie zdając sobie sprawy, że obok w pokoju śpi mój mały synek. Miałem zamazany obraz przed oczami, jednak zauważyłem postać czarnowłosej Jasmine.
- O! Hej, Kotku! - próbowałem ją pocałować, ale odepchnęła mnie.
- Ty debilu! Miałeś iść ze mną na kolację, a ty zabawiasz się w jakimś barze? Czekałam na Ciebie tak długo. - zaczęła płakać, po czym dała mi z tzw. "liścia".
- Przepraszam Skarbie. Choć do sypialni, odwdzięczę Ci się. - złapałem ją za biodra.
**Oczami Jasmine**
Złapał mnie za biodra i przycisnął moją twarz do jego. Czuć było od niego alkohol na kilometr. To było obrzydliwe. Zaczął mnie całować po szyi.
- Zostaw mnie Justin. - wyszeptałam.
- Przestań. Przecież wiem, że tego chcesz. - mówił nadal całując mnie po szyi.
Zaczął odpinać swoje spodnie, po czym zajął się moją bluzką. Naprawdę nie miałam teraz ochoty na takie gierki, tym bardziej, że jestem na niego wściekła. Zastanawiało mnie tylko gdzie był tyle czasu. Wątpię, że cały dzień przesiedział w barze. Zresztą Justin nigdy tak dużo nie pił!
Odepchnęłam go, a on zaczął na mnie krzyczeć.
-Kurwa! Staram się, chce Cię zadowolić, a Ty mnie odpychasz?! Co za szmata. - krzyknął, po czym mocno popchnął mnie na sofę i odszedł.
To cholernie bolało. Znowu czułam, że powraca agresywny Justin. Jak mogę żyć z takim człowiekiem?! Przecież on nigdy się nie zmieni ... Coraz bardziej wątpię, że kiedykolwiek to nastąpi.
_______________________________________________
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM!!! :)
Nie miałam weny do pisania, poza tym zaczęła się szkoła i nie miałam czasu. Rozdziały będą już dodawane regularnie. Co 3 dni będzie nowy rozdział! :D KOMENTUJCIE!
JUŻ WAS NIGDY NIE ZOSTAWIĘ. <333
KOCHAM WAS!!! *.* / W
Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)
- Hej, Bracie! - zaczął Ryan.
- Hej, Stary! - przywitałem się z moim "bratem".
Nasza przyjaźń jest dziwna. Kłócimy się praktycznie bez przerwy, ale mimo to mamy siłę by wstać i pogodzić się. Mimo iż nie łączy mnie z nim braterska więź, ani DNA mogę nazwać go moim 'bratem'. Jest człowiekiem, który wie o mnie wszystko. Ostatnio jednak oddaliliśmy się od siebie i okropnie tego żałuję. Najprawdopodobniej już nigdy tego nie odwrócimy, ale będę się starał. Będę się cholernie starał żeby powróciła to mnie jedyna bliska mi w tej chwili osoba. Pamiętam jak Ryan mnie wspierał w drodze na szczyt. Był jedyną mi tak bliską osobą. Z nim wszystko było prostsze.
- Jak tam? - zapytał, a mi posmutniał wyraz twarzy.
- Nie za dobrze. - opuściłem wzrok i spojrzałem na podłogę. - Bella zachorowała na raka, Jasmine się cały czas obraża. Ja już nie wytrzymuję. Niby kocham Jasmine, ale nie mogę zostawić Belli. Okazało się, że miała ze mną dziecko i usunęła ciążę. Wiesz jak ja się z tym czuję? Nie, kurwa nikt nie wie! - zdenerwowałem się.
- Stary! Spokojnie. Pamiętaj tylko, że rodzinę założyłeś z Jasmine. Jesteś już z nią tyle lat. A Bella to był jednorazowy przypadkowy wypad. Chcesz przekreślić Jas i Olivierka dla jednej naiwnej dziewczyny? Rozumiem, że jej współczujesz, ale nie kochasz jej. Wmawiasz to sobie, bo przykro ci z jej powodu. To nie jest miłość! - tłumaczył Ryan.
W tej chwili wszystko nabrało kolorów. Może rzeczywiście nie kocham Belli? Może to tylko zwykłe współczucie? Jednak jeśli mam być szczery to nic już nie wiem. Nie wiem czy nadal kocham tak samo jak kiedyś Jasmine. Nie wiem czy jestem gotowy na rodzinę. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzę. Kompletna pustka, nic nie wiem ... To dla mnie okropne wyzwanie. Muszę porozmawiać o tym z Jasmine.
**Godzinę później w pabie**
Odblokowałem swojego czarnego BlackBerrego i wyświetliło mi się 40 nieodebranych połączeń od Jasmine. Nie wyobrażałem sobie jak bardzo mogła się martwić. Byłem już zupełnie pijany. Chwiejnym krokiem podszedłem do samochodu Ryan'a i udałem się w stronę mojego domu.
- Justin nie za dużo tej wódki? - zapytał zmartwiony Ryan.
- Ehh ... wszystkiego już za dużo. - zacząłem śmiać się byle z czego, aż do końca drogi.
Nagle samochód się zatrzymał. Wyszedłem z niego ledwo utrzymując się na nogach.
- Pomóc Ci? - zapytał kolega.
- Nie. Dam sobie radę. Dzięki, Brachu! Trzymaj się. - ruszyłem w stronę domu.
Otworzyłem drzwi i zatrzasnąłem je nie zdając sobie sprawy, że obok w pokoju śpi mój mały synek. Miałem zamazany obraz przed oczami, jednak zauważyłem postać czarnowłosej Jasmine.
- O! Hej, Kotku! - próbowałem ją pocałować, ale odepchnęła mnie.
- Ty debilu! Miałeś iść ze mną na kolację, a ty zabawiasz się w jakimś barze? Czekałam na Ciebie tak długo. - zaczęła płakać, po czym dała mi z tzw. "liścia".
- Przepraszam Skarbie. Choć do sypialni, odwdzięczę Ci się. - złapałem ją za biodra.
**Oczami Jasmine**
Złapał mnie za biodra i przycisnął moją twarz do jego. Czuć było od niego alkohol na kilometr. To było obrzydliwe. Zaczął mnie całować po szyi.
- Zostaw mnie Justin. - wyszeptałam.
- Przestań. Przecież wiem, że tego chcesz. - mówił nadal całując mnie po szyi.
Zaczął odpinać swoje spodnie, po czym zajął się moją bluzką. Naprawdę nie miałam teraz ochoty na takie gierki, tym bardziej, że jestem na niego wściekła. Zastanawiało mnie tylko gdzie był tyle czasu. Wątpię, że cały dzień przesiedział w barze. Zresztą Justin nigdy tak dużo nie pił!
Odepchnęłam go, a on zaczął na mnie krzyczeć.
-Kurwa! Staram się, chce Cię zadowolić, a Ty mnie odpychasz?! Co za szmata. - krzyknął, po czym mocno popchnął mnie na sofę i odszedł.
To cholernie bolało. Znowu czułam, że powraca agresywny Justin. Jak mogę żyć z takim człowiekiem?! Przecież on nigdy się nie zmieni ... Coraz bardziej wątpię, że kiedykolwiek to nastąpi.
_______________________________________________
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM!!! :)
Nie miałam weny do pisania, poza tym zaczęła się szkoła i nie miałam czasu. Rozdziały będą już dodawane regularnie. Co 3 dni będzie nowy rozdział! :D KOMENTUJCIE!
JUŻ WAS NIGDY NIE ZOSTAWIĘ. <333
KOCHAM WAS!!! *.* / W
Mój Ask - pytajcie o co chcecie, proszę jednak o pytania bardziej dotyczące tego opowiadania. :) / W
Mój e-mail: wiktorka3@interia.pl
Fan Page na Facebooku - Bardzo proszę o lajkowanie, najlepszych fanów pod słońcem, czyli Was. Tutaj również możecie prosić o dedykację. :D
Twitter - https://twitter.com/OpowiadaniaoJus (followujcie)
Subskrybuj:
Posty (Atom)